0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedisBad Historycznie: Admirał Józef Unrug

Józef Unrug
źródło: wikipedia.org

Józef Unrug (Joseph von Unruh) urodził się 7 października 1884 r. w Brandenburgu nad rzeką Hawelą. Pochodził ze szlacheckiej rodziny niemieckiej, która miała też polską linię. Ojciec był generałem armii pruskiej, matka była rodowitą Saksonką. Ojciec Józefa - Tadeusz - uczył syna języka polskiego i polskiej tradycji. W roku 1891 Józef rozpoczął edukację w szkole powszechnej w Dreźnie, trzy lata później w gimnazjum w tym samym mieście, a w 1904 r., po uzyskaniu matury, wstępuje do Marineakademie Kiel, postanawiając zostać marynarzem. W 1907 r. uzyskuje stopień podporucznika marynarki wojennej. Był m.in. oficerem wachtowym, oficerem inspekcyjnym w Marineschule we Flensburgu, dowódcą baterii dział na pancerniku "Friedrich der Grosse". W latach 1915-1919 służył na okrętach podwodnych, będąc komendantem szkoły okrętów podwodnych oraz dowódcą flotylli. Po zakończeniu I wojny światowej i odrodzeniu się Polski, Józef Unrug - już w stopniu kapitana - świadomie wybrał służbę dla Rzeczypospolitej. 19 maja 1919 r. zjawił się w Warszawie i zameldował w Sekcji Marynarki Ministerstwa Spraw Wojskowych.

Jak sam wspominał: "Na czele sekcji stał kmdr Nowotny, a później Kazimierz Porębski, były rosyjski kontradmirał. Tam zameldowałem się jako były kapitan-leutnant marynarki niemieckiej - na wiosnę 1919 roku". Dostał na przydział na kierownika Wydziału Operacyjnego Sekcji Organizacyjnej Departamentu dla Spraw Morskich w Warszawie. Polska marynarka wojenna nie miała jeszcze okrętów, regulaminów, trzeba było stworzyć plany budowy floty, zasady szkolenia załóg - a przede wszystkim pozyskać na to środki finansowe. W 1920 r. został kierownikiem Urzędu Hydrograficznego w Gdańsku, który wówczas był w rękach niemieckich. Z objęciem urzędu wiązała się wizyta kurtuazyjna u dowódcy niemieckiego garnizonu. Józef Unrug przedstawił się Niemcowi krótko: "polski kapitan marynarki wojennej". Unrug otrzymał też polecenie wyszukania pierwszego okrętu dla Marynarki Wojennej RP. Znalazł on taką jednostkę, którą nota bene musiał zakupić jako osoba prywatna, na własne nazwisko, gdyż Niemcy nie uznawali jeszcze polskiego rządu. Jednostką tą był okręt hydrograficzny - ORP "Pomorzanin", na którym banderę podniesiono w 1920 r. W międzyczasie został awansowany na stopień komandora porucznika, w uznaniu umiejętności i wielkiego zaangażowania w tworzenie polskich sił morskich. W latach 1920-1922 pełnił obowiązki Szefa Sztabu Dowództwa Morskiego w Pucku, a następnie był Szefem Sztabu Dowództwa Floty. W 1925 r. został mianowany przez Prezydenta RP Dowódcą Floty. Stanowisko to będzie piastować do 1939 r. Zdolności organizacyjne Unruga spowodowały znaczący rozwój polskiej marynarki wojennej, jej zaplecza technicznego. Jego inicjatywa doprowadziła do budowy portu wojennego na Oksywiu i powstania stoczni marynarki wojennej. Wróćmy znów do wspomnień admirała: "(...) pierwsza stocznia!(...) Zwykła kuźnia polowa w kręgielni byłego browaru w porcie puckim. Dok pływający zastępowała wtedy krypa wiślana, wyposażona w kilka obrabiarek. A tuż przed wybuchem wojny w nowo zbudowanej stoczni marynarki wojennej w Gdyni zakładano stępkę pod budowę niszczyciela typy Grom".

Te słowa świadczą o zmianach, jakie zaszły w dziedzinie obronności Wybrzeża pod kierunkiem Unruga w ciągu dwudziestolecia międzywojennego. Wyrazem uznania były kolejne awanse - w 1926 r. na stopień komandora, a w 1933 r. na stopień kontradmirała. Był wzorowym oficerem. Jak wspominał go jego podwładny i późniejszy towarzysz w obozie jenieckim komandor porucznik Robert Kasperski: "Codzienną pracę ułożył sobie tak, że był w stanie załatwić w oznaczonych godzinach, obowiązki dowódcy Floty, omówić zagadnienia bezpośrednio z podwładnymi, obejrzeć port wojenny oraz warsztaty, wskazać każde niedociągnięcie, dać wskazówki i wyciągnąć konsekwencje za najmniejsze niedbalstwo. To był Polak, którego patriotyzm przejawiał się w rzetelnym codziennym wykonywaniu obowiązków z całkowitym poświęceniem. Był przełożonym o najwyższych kwalifikacjach fachowych, wychowującym i uczącym własnym przykładem. Zawsze stawiał najwyższą poprzeczkę dla siebie i tego też wymagał od innych. Był człowiekiem szlachetnym, sprawiedliwym, zawsze taktownym, bezpośrednim, szanował godność innych i własną". Jego wielką troską był brak dostatecznych środków na budowę dużej ilości nowoczesnych okrętów. Rzeczpospolita, po 123 latach niewoli, borykająca się ze scaleniem ziem poszczególnych zaborów w jeden organizm państwowy, nie była w stanie wygenerować odpowiedniej ilości pieniędzy na marynarkę wojenną. Admirał zainicjował stworzenie Funduszu Obrony Morskiej i odwołanie się do społeczeństwa, które sfinansowało budowę nowoczesnego okrętu podwodnego ORP "Orzeł". Wielką wagę admirał Unrug przywiązywał do wychowania korpusu oficerskiego i podoficerskiego. Zawsze podkreślał, że służba pod biało-czerwoną banderą wymaga odpowiednich kwalifikacji - przede wszystkim moralnych i fachowych. W pracy wychowawczej nie naśladował wzorów obcych - niemieckich, angielskich czy francuskich, gdyż zdawał sobie sprawę z ich nieprzydatności na polskim gruncie. Admirał świadom był specyficznych polskich cech narodowych, toteż starał się szkoleniem pokierować w taki sposób, żeby odpowiadał on polskiej naturze. Po wojnie dumnie podkreślał, że "Polscy marynarze górowali nad marynarzami innych narodów bystrością, zapałem i ambicją.

Może ta ambicja była czasem przewrażliwiona, przeczulona, ale to wypływało z polskiego charakteru i polskiej indywidualności". W momencie napiętej sytuacji międzynarodowej, na chwilę przed wybuchem wojny, 21 sierpnia 1939 r. admirał Unrug przeniósł Dowództwo Floty na Hel. 24 sierpnia został dowódcą Obrony Wybrzeża, podlegając bezpośrednio Naczelnemu Wodzowi. Od początku działań wojennych polskie Wybrzeże zostało odcięte od reszty kraju, lecz poddało się jako jeden z ostatnich punktów - 2 października 1939 r. Trzy dni później skapitulowała SGO "Polesie" gen. Kleeberga. W ostatnim przemówieniu do swych podwładnych mówił m.in. tak: "Panowie oficerowie! Wszakżeż nie zezwalam na dalszy rozlew marynarskiej i żołnierskiej krwi! Niemcy i tak tę wojnę przegrają. Jeszcze Polska nie zginęła!". Do 29 kwietnia 1945 r. przebywał w niewoli, w sześciu różnych obozach jenieckich. Tam też ujawnił po raz kolejny swą niezłomność i nieugiętość. Mimo że język niemiecki znał lepiej niż polski, z oficerami niemieckimi kontaktował się tylko i wyłącznie przy użyciu tłumacza. Niemieckiej rodzinie, która odwiedziła go w obozie jenieckim oznajmił, iż 1 września 1939 r. zapomniał języka niemieckiego. Niemcy, znając jego karierę w cesarskiej flocie, wielokrotnie namawiali go na przejście do Kriegsmarine. Byłby to ogromny sukces propagandowy - powrót na łono "narodu panów" oficera dawnej niemieckiej marynarki wojennej.

Admirał Unrug konsekwentnie odrzucał te propozycje, zawsze oświadczając niemieckim oficerom, w tym swojemu kuzynowi, generałowi Wehrmachtu: "Jestem Polakiem i oficerem polskim". W niewoli nie podał ręki żadnemu Niemcowi. Zachowywał godność i cechował się niezwykłą dumą. Stefan Jellenta, oficer wojsk lądowych, tak wspominał admirała, swego towarzysza niewoli: "...zawsze będę pamiętał Jego wyprostowaną, elegancką sylwetkę, gdy spacerował po obozie z nieodłączną laską w ręku. Również pamiętam i pamiętać będę, że kontradmirał był grzeczny i uprzejmy dla współjeńców oraz manifestacyjnie wyniosły i oschły dla Niemców. Przypominam sobie także, iż głośno i ostro zwymyślał [...] niemieckiego podoficera, który ośmielił się wejść do Jego pokoju [...] bez pukania". Starał się utrzymywać wśród polskich jeńców wysokie morale i dyscyplinę, zachęcał ich do aktywności fizycznej i intelektualnej - sam w niewoli przeczytał 400 książek po francusku i angielsku i ani jednej po niemiecku. Za swą postawę był szykanowany - znalazł się w dwóch karnych obozach jenieckich. Po wyzwoleniu obozu w Murnau przez żołnierzy amerykańskich wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie został I zastępcą szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej w Londynie. Nie mógł wrócić, jak wielu polskich żołnierzy i oficerów, do Polski rządzonej przez komunistów.

Rząd brytyjski przyznał mu emeryturę, jednak admirał odmówił jej przyjmowania, twierdząc że byłoby to nieuczciwe w stosunku do setek tysięcy polskich żołnierzy i oficerów, którzy takich przywilejów nie otrzymali. We wrześniu 1946 r. został mianowany wiceadmirałem, a od marca 1947 r. był zastępcą Generalnego Inspektora Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia i odpowiadał za demobilizację personelu polskich sił morskich walczących po stronie aliantów. W 1947 r. zdał również egzamin na kapitana żeglugi wielkiej. Sprowadził do Anglii żonę i syna. W 1948 r. rodzina wyjechała do miasta Agadir w Maroku, gdzie admirał podjął pracę w firmie znajomego. W latach 50-tych osiadł we Francji, w Domu Polskim w Lailly-en-Val koło Orleanu. Dorabiał jako kierowca ciężarówki, zaczął spisywać swe wspomnienia. Zmarł w nocy z 28 lutego na 1 marca 1973 r. Został pochowany w kaplicy zamku Branickich w Montresor nad Loarą (w 2018 r., w związku z setną rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę, planowany jest pogrzeb admirała na cmentarzu Marynarki Wojennej na Oksywiu w Gdyni).

Admirał został odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari IV klasy, Orderem Polonia Restituta III i IV klasy, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Złotym Krzyżem Zasługi, duńskim Orderem Danebroga, francuską Legią Honorową IV kl., pruskim Krzyżem Żelaznym I i II klasy, syjamskim Orderem Białego Słonia, szwedzkim Orderem Miecza. Jak napisał o nim Zbigniew Mierzwiński: "Był Polakiem dużego formatu, broniącym narodowego honoru i osobistej godności".

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas