0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedIsBad Historycznie: Akcja"N" - wojna psychologiczna Polskiego Państwa Podziemnego

Polskie Państwo Podziemne toczyło walkę z wrogiem na wielu polach. Spektakularne akcje zbrojne i dywersyjne były tylko jednym ze środków w szerokim wachlarzu działań polskiego podziemia. Innym wymiarem była walka toczona przy pomocy słów. Prasa konspiracyjna spełniała bardzo ważny cel – przełamywała monopol informacyjny okupanta oraz pozwalała na krążenie różnych idei, czego następstwem był rozkwit podziemnego życia politycznego. W czasie okupacji polskie podziemie przetestowało także formę walki, którą dziś byśmy określili jako "wojnę psychologiczną". Polegała ona na wydawaniu w drukarniach konspiracyjnych pism, ulotek i druków zwartych w języku niemieckim, które miały osłabiać morale żołnierzy niemieckich i administracji okupacyjnej poprzez wykazywanie nieuchronności klęski III Rzeszy. Było to duże wyzwanie dla polskiego podziemia, ponieważ propaganda skierowana do Niemców musiała być perfekcyjna językowo i uwzględniać mentalność odbiorcy. Udało się to osiągnąć – Niemcy byli przekonani, że ulotki, które znajdowali np. w pociągu jadącym na front, są dziełem jakichś niemieckich grup antyhitlerowskich.

Początki i założenia

Pomysł przedsięwzięcia nazwanego później "Akcją »N«" powstał w Oddziale VI Komendy Głównej ZWZ-AK (Biuro Informacji i Propagandy). Jego głównymi zadaniami było m.in. informowanie społeczeństwa polskiego o zbrodniach okupanta, aktualnej sytuacji na frontach, jednoczenie go do walki z wrogiem i podtrzymywanie wiary w zwycięstwo Polski oraz zwalczanie wrogiej propagandy i prowadzenie działań z zakresu dywersji propagandowej – tu należy umieścić działania "N". Oddział VI dzielił się na szereg jednostek organizacyjnych, które zajmowały się ściśle określoną tematyką. I tak np. Wydział Informacji, który zajmował się około setką zagadnień, był podzielony na 4 Podwydziały, które z kolei dzieliły się na referaty. Podwydział W i jego referaty zajmowały się m.in. polityką okupacyjną z uwzględnieniem rejestrowania aktów terroru, oddziaływania propagandy niemieckiej, działań administracji okupacyjnej, spraw gospodarczych. Podwydział P zajmował się nastrojami politycznymi polskiego społeczeństwa, Podwydział Z zaś sprawami narodowościowymi, informacjami z Ziem Zachodnich i Wschodnich. Podwydział R odpowiadał za nasłuch radiowy m.in. serwisu Reutera oraz audycji BBC i redagował cotygodniowy "biuletyn z audycji specjalnych" dla sztabu KG.

Fot. Tadeusz Żenczykowski "Kowalik", "Kania"

Za akcję "N" odpowiadał Podwydział Propagandy Dywersyjnej "N", będący częścią Wydziału Propagandy Mobilizacyjnej Oddziału VI KG ZWZ-AK. Pomysł propagandy skierowanej do Niemców powstał latem 1940 r., zaś referat "N" powstał już w grudniu tego roku, utworzony przez gen. Stefana Roweckiego "Grota". Pomysł został szybko podchwycony, gdyż znaczna część kadry ZWZ-AK brała udział w rozbrajaniu Niemców w Warszawie w listopadzie 1918 r. i wiedziała jak ważne jest osłabianie morale okupanta, i co za tym idzie – woli walki. Kierownictwo referatu objął ppor. (później kpt.) Tadeusz Żenczykowski "Kowalik", "Kania". Prawnik i działacz polityczny, był m.in. prezesem Rady Naczelnej Związku Młodych Prawników, najmłodszym posłem w 1938 r. oraz założycielem i redaktorem dwutygodnika "Podchorążak" (od 1934 r. "Podchorąży"), który czytali wszyscy podchorążowie w Polsce. Był specjalistą od propagandy – od czerwca 1937 roku odpowiadał za ten dział w kierownictwie Obozu Zjednoczenia Narodowego. W czasie wojny obronnej w szeregach 21 pp "Dzieci Warszawy" uczestniczył w obronie Warszawy. Po ucieczce z niewoli Żenczykowski założył i przewodniczył organizacji o nazwie Związek Odbudowy Rzeczypospolitej. ZOR w 1940 r. został podporządkowany strukturom ZWZ, jego pion wojskowy ostatecznie wcielono do AK pod koniec 1943 r. Żenczykowski zanim trafił do BIP-u zajmował się redagowaniem "Agencji Prasowej" – pisma adresowanego do redakcji podziemnych gazet na niższych szczeblach organizacyjnych. Prezentowano w nim najważniejsze artykuły programowe i orientowano w ogólnych kierunkach i tendencjach propagandy. W 1942 r. Żenczykowski objął kierownictwo działu propagandy mobilizacyjnej "Rój", a od września 1943 r. odpowiadał za działania w ramach komórki o kryptonimie "Antyk", której zadaniem była propaganda antykomunistyczna. Od października 1943 r. Żenczykowski był reprezentantem AK w Społecznym Komitecie Antykomunistycznym, który powstał z inicjatywy Krajowej Reprezentacji Politycznej. W skład Komitetu wchodzili m.in. z ramienia Delegatury Rządu szefowie Departamentu Informacji i Prasy, Departamentu Spraw Wewnętrznych, szef wydziału "Antyk" czyli Żenczykowski, przedstawiciele Społecznej Organizacji Samoobrony (była to forma reprezentacji mniejszych organizacji, które nie wchodziły w skład Krajowej Reprezentacji Politycznej). Przewodniczącym SKA był Franciszek Białas z PPS. Żenczykowski wziął udział w Powstaniu Warszawskim, po wojnie powrócił do kraju, lecz zagrożony aresztowaniem przez UB, wyjechał do II Korpusu Polskiego, a następnie osiadł w Londynie, gdzie zmarł 30 marca 1997 r.

Fot. "Der Frontkämpfer" - jedna z "enowskich gazet dla żołnierzy Wehrmachtu

O wadze akcji "N" świadczy włączenie "planu pracy komórki N" do Raportu Operacyjnego nr 54 z 5 lutego 1941 r., którego autorem był gen. Stefan Rowecki "Grot". Ów raport stanowił kompleksowy plan powstania powszechnego, uwzględniający hipotezy o możliwym rozwoju sytuacji polityczno-militarnej w Europie, powstanie przeciwniemieckie, obronę przed Sowietami i udział Polski w zajmowaniu ziem zachodnich. Do planu dołączone były załączniki – jeden z nich dotyczył akcji "N". Miała to być akcja obliczona na "długą falę" i skorelowana z ogólnym rozwojem sytuacji wojennej. Szczególny nacisk został położony na precyzjne rozpoznanie nastrojów w środowisku niemieckim oraz "najstaranniejsze nadanie jej form pozorujących pochodzenie ze źródeł niemieckich". Propaganda według załącznika miała mieć zróżnicowany charakter polityczny: socjaldemokratyczny, komunistyczny, monarchistyczny i quasi-hitlerowski (prowokacyjny). Wydawnictwa o charakterze polskim, skierowane do Niemców, przewidywano dopiero w okresie czujności i pogotowia przed samym wybuchem powstania. Zgodnie z załącznikiem komórka "N" współpracowała z Oddziałem II KG (wywiad i kontrwywiad), któremu miała zgłaszać postulaty informacyjne. Analogiczne komórki akcji "N" tworzono w Okręgach. Zamierzano także akcją "N" objąć tereny Rzeszy. Początkowo struktura organizacyjna wyglądała tak, że na szczeblu Komendy Głównej referat "N" podzielony był na 3 działy – redakcje zasadnicze, redakcja niemiecka i technika akcji. Z czasem struktura ta ulegnie przekształceniom i rozbudowie. W październiku 1941 r. referat "N" został przekształcony w Podwydział. Dzielił się na pięć działów. Dział I (organizacyjny) odpowiadał za stworzenie sieci terenowej oraz legalizację. Na jego czele stał Antoni Szadkowski "Leszek" (komendant organizacji Polski Związek Wolności). Dział II (studia) zajmował się studiowaniem różnych materiałów informacyjnych, które mogły być wykorzystane w pracy "enowskiej", gromadzono dane o sytuacji wewnętrznej w Niemczech, nastrojach społecznych Niemców, sytuacji na frontach, śledzono rozgrywki na szczytach hitlerowskiej władzy. Zbierano m.in. wiadomości z zakresu historii, geografii, literatury niemieckiej, rozpoznawano gwary, terminologię pochodzącą z różnych zawodów. Działem II kierował Michał Mendys "Baca" (wówczas dyrektor Archiwum Skarbowego w Warszawie). Dział II współpracował z Biurem Studiów Wojskowych Oddziału II KG ZWZ-AK, skąd pozyskiwał informacje o nastrojach żołnierzy niemieckich. Pochodziły one z przechwytywanych listów na poczcie, czym zajmowała się specjalna komórka. Dział III stanowił tzw. Centralną Redakcję. Tam redagowano pisma "Der Hammer", "Der Soldat", "Der Durchbruch", "Der Frontkämpfer", "Der Klabautermann", "Die Zukunft-Przyszłość". Szefem Działu III był Jan Kawczyński "Notecki", a po jego aresztowaniu w lipcu 1942 r. kierowanie działem III przejął prof. Kazimierz Kumaniecki "Kozakiewicz". Pracowali tam m.in. Zygmunt Ziółek "Sawa", Stanisław Smoleński "Zelga", Teofil Wrona "Skład", Halina Auderska "Nowicka", Sławomir Dunin-Borkowski "Jaskólski", Antoni Kawczyński "Sobociński". Dział IV zajmował się tzw. akcjami specjalnymi. Były to akcje ośmieszające okupanta, podkopujące zaufanie Niemców do urzędowej dyscypliny i porządku. Prace te organizowała Komisja Terroru Moralnego, działająca w ramach tego działu. Działem IV kierował początkowo Stanisław Miedza-Tomaszewski, a później Kazimierz Gorzkowski, który kierował też Komisją Terroru Moralnego. Dział V zajmował się kolportażem druków "enowskich" do referatów "N" w Okręgach, na teren III Rzeszy i na front wschodni. Pracami działu V kierował Jerzy Rolicki "Jacek", z którym współpracował m.in Antoni Szadkowski z działu I, utrzymującego własny zespół kurierów przerzucających druki "enowskie" na teren Rzeszy oraz na tereny Kresów Wschodnich i dalej na Wschód.

Przebieg akcji

5 lipca 1941 r. ukazała się pierwsza ulotka, wydana w 3000 egzemplarzy, podpisana Soldaten Verband "Freiheit der Ostfront" (Stowarzyszenie Żołnierzy "Wolność Frontu Wschodniego"), która mówiła o bezcelowości wojny z Sowietami i sugerowała szybki powrót niemieckich żołnierzy do domu. 29 (niektóre źródła wskazują na 30) lipca 1941 r. ukazało się pierwsze wydawnictwo w ramach akcji „N” – 4 tys. egzemplarzy „Der Hammer” („Młot”), pismo miało charakter socjaldemokratyczny, w lutym 1942 r. zostało przemianowane na „Der Durchbruch” („Przełom”). Redaktorem pisma był Stanisław Smoleński „Zelga”. Tematyka pisma dotyczyła kwestii ogólnopolitycznych i społecznych. Innym pismem „enowskim” był „Der Soldat”, skierowany do żołnierzy Wehrmachtu. Pierwszy numer ukazał się 15 września 1941 r., redaktorem był Zygmunt Ziółek „Kowalczyk”. W 1943 r. – od lutego do wrzesnia – „Der Soldat” był wydawany przemiennie z „Der Frontkämpfer”. Osłabiało ono morale żołnierzy niemieckich poprzez wykazywanie nieudolności dowództwa w kampanii rosyjskiej, ogromu strat tym spowodowanych i codziennych bolączek żołnierzy frontowych. Porównywano ich sytuację z działaczami NSDAP na głębokich tyłach, którzy opływali w luksusy. Kolejnym pismem dla żołnierzy, tym razem satyrycznym, był „Der Klabautermann” („Maruder”). Propaganda „N” była skierowana też do innych grup Niemców. „Die Ostwache” („Straż Wschodnia”) przeznaczone było dla urzędników administracji okupacyjnej, zaś „Die Zukunft” („Przyszłość”), wydawana po polsku i niemiecku, miała trafiać do volksdeutschów oraz reichsdeutschów mieszkających w Polsce. Pisma „N” stały na bardzo wysokim poziomie, zarówno technicznym, jak i merytorycznym. Wygląd, skład, rodzaje czcionek były wzorowane na oryginalnych pismach niemieckich, poprawność językowa musiała być utrzymana w stopniu perfekcyjnym.

Fot. Jeden z numerów „Der Klabautermann”

Tworzono na dużą skalę fikcyjne organizacje, które udawały niemiecki ruch oporu. Jedną z nich była NSDAP-Erneuerungsbewegung ("Ruch odnowy NSDAP"), która w wydanej 26 lipca 1941 r. fałszywej odezwie wykorzystała nazwisko Rudolfa Hessa, który uciekł w maju 1941 r. do Anglii. W ulotce krytykowano Hitlera, a tekst kończył się zwrotem "Heil Hess". Tadeusz Żenczykowski wspominał, że komórki "nowej" partii zaczęły powstawać m.in. w Łodzi, właśnie pod wpływem tej fałszywej odezwy. Kontynuowano te działania także później – w październiku 1943 r. wydano pod firmą NS Zentralstelle für Volksaufklärung ulotkę złożoną z 8 zdjęć Hitlera oraz jego sprzeczne wypowiedzi. Ciekawym przykładem była "enowska" "Instrukcja zdrowotna Narodowosocjalistycznego Związku Lekarzy", która poruszała temat niewierności żon niemieckich żołnierzy, sugerując ich masowe utrzymywanie kontaktów seksualnych z działaczami NSDAP i robotnikami przymusowymi. Podrabiano też w ramach akcji "N" niemieckie tzw. "Ostmarki" – pieniądze przeznaczone dla okupowanych terenów wschodnich. Stanisław Miedza-Tomaszewski podrobił banknot o nominale 5 RM, który na pierwszy rzut oka nie różnił się od oryginału, z wyjątkiem napisów, głoszących że "5 RM otrzyma odszkodowania twoja rodzina, gdy zginiesz na froncie wschodnim". Zmienione banknoty podrzucano do wagonów wiozących żołnierzy Wehrmachtu na Wschód. Analogiczne ulotki wydawano w języku włoskim i węgierskim, które skierowane były do żołnierzy włoskich i węgierskich przebywających na ziemiach polskich. Głównym celem było poróżnienie ich z Niemcami.

Fot. "Nowy porządek europejski"

Oprócz pism zwartych i ulotek czy broszur, w ramach akcji „N” prowadzono także tzw. akcję specjalną. Polegała ona na fabrykowaniu fałszywych odezw władz niemieckich, które powodowały chaos i zamieszanie wśród Niemców w Polsce. Do 209 fabryk trafiło obwieszczenie „urzędowe”, które dzień 1 maja 1942 r. ogłaszało dniem wolnym i płatnym „z woli Führera”. W samej Warszawie stanęło 37 fabryk, a w warsztatach kolejowych w Pruszkowie 9000 robotników nie stawiło się do pracy. Straty sięgały 830 tys. złotych, nie licząc innych kosztów. Starano się ustalać adresy Niemców i na nie wysyłać fałszywe wezwania do stawiennictwa się w różnych niemieckich urzędach. W momencie wydzielania dzielnicy niemieckiej w Warszawie do 447 Niemców trafiło pismo o obowiązku przeniesienia się do 203 innych mieszkań, już zajętych przez Niemców. Na granicach "dzielnicy niemieckiej" Polacy umieścili tablice z napisami "Achtung! Eintritt verboten! Tolle Hunden!" ("Uwaga! Wejście wzbronione! Wściekłe psy!"), a także drogowskazy "Berlins Trümmern 565" ("Ruiny Berlina 565"). Kolporterzy „enowscy” rozesłali do niemieckich komendantów OPL „wezwanie” na odprawę, która miał mieć miejsce w Pałacu Blanka – na 99 wezwanych przybyło 35. Takie same akcje przeprowadzano w terenie. W Tomaszowie Mazowieckim volksdeutsche otrzymali „enowskie” druki, które kazały im nie stawiać się przed komisjami wojskowymi Wehrmachtu, zaś w Warszawie 931 otrzymało wezwania poborowych. Działania takie w znaczący sposób deprymowały Niemców, którzy zostawali ośmieszeni oraz podrywały niemiecką wiarę w obwieszczenia urzędowe. Volksdeutsche i reichsdeutsche uświadamiali sobie, że ich adresy są znane polskiemu podziemiu i są pod jego stałą obserwacją, co też zapewne stanowiło element nacisku. Polskiemu podziemiu udało się zgromadzić kartotekę liczącą ok. 30 tys. adresów niemieckich w Polsce (inne źródła podają 7 tys.).

Fot. Przykład jednej z wielu ulotek kolportowanych w ramach akcji "N"

Urzędy okupacyjnej administracji niemieckiej były także celem działań propagandy „N”. Hans Frank otrzymał np. fałszywy list otwarty z podpisami 250 Niemców w sprawie nadużyć Karla Lascha, gubernatora dystryktu radomskiego, a później Galicji. 11 kwietnia 1943 r. opublikowano fałszywą odezwę, podpisaną przez szefa niemieckiej propagandy w "rządzie GG" Wilhelma Ohlenbuscha o organizowaniu wycieczek do obozu w Auschwitz, które miały pokazać "jak humanitarne są w porównaniu z metodami bolszewickimi urządzenia niemieckie, zmierzające do likwidacji ludności polskiej" oraz jak "nauka niemiecka wniosła ogromny wkład do dorobku kultury na tym polu". Najbardziej spektakularne w skutkach było "enowskie" zarządzenie z 24 lutego 1944 r. o natychmiastowej ewakuacji Niemców z okupowanych ziem polskich. Plakat z tekstem został wydrukowany na oryginalnym urzędowym papierze niemieckim i wywieszony w tym samym czasie w Warszawie, Krakowie, Lublinie, Radomiu, a także w Rzeszowie i Wieliczce. Odezwę "podpisał" Koppe, wyższy dowódca SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie. Administracja niemiecka w wyniku zamieszczenia tego obwieszczenia została sparaliżowana na pewien okres czasu. Działania akcji "N" wykorzystywali też Anglicy. W 1943 r. przesłali oni do Generalnego Gubernatorstwa 1500 podrobionych znaczków pocztowych z podobizną Hansa Franka zamiast Hitlera. Pocztowcy niemieccy w następstwie tego musieli szybko polować na listy z fałszywymi znaczkami i szybko je wycofywać z obiegu. Drugą częścią "akcji Frank" było wypuszczenie fałszywej odezwy Franka utrzymanej w alarmistycznym tonie, wzywającym do wystąpienia członków NSDAP przeciwko generalicji Wehrmachtu. Akcja ta była wymyślona przez Anglików i w całej okupowanej Europie ukazały się analogiczne odezwy. Sprawność w przeprowadzeniu całego przedsięwzięcia zaimponowała Anglikom. Kierujący angielską wersją akcji "N" Selton Denis Delmer podsumował polskie wysiłki w ten sposób: "Polacy byli ze wszystkich działających najbardziej doświadczonymi fachowcami. Z baz w Polsce jeździli po całym Reichu, szerząc wszędzie antyhitlerowską propagandę. Właśnie dlatego Polakom kierownictwo dywersji wojsk sprzymierzonych powierzyło (z naszej inicjatywy) zorganizowanie wewnątrz samych Niemiec korespondencji między urzędami a funkcjonariuszami hitlerowskimi. Np. właśnie Polacy wysłali do niemieckich gazet prowincjonalnych matryce [...] na których były podrobione teksty i zdjęcia jednej z agencji prasowych Goebbelsa. Polacy wysyłali sfałszowane serwisy agencji prasowej do każdego numeru tych gazet przez czas dłuższy". Czy Niemcy zorientowali się w pochodzeniu druków akcji „N”? Gestapo prawdopodobnie wiedziało, że za akcją stoi polskie podziemie, jednakże większa część cywilów i szeregowych żołnierzy Wehrmachtu nie domyślała się tego. Zagrożenie natomiast dostrzegło dowództwo Wehrmachtu, które w pismach kierowanych do żołnierzy ostrzegało przed wiarą w ulotki i druki akcji "N", gdyż "wszystko to jest wyrafinowanie zgrabnie napisane, ale jednak nie do tego stopnia, by tu i ówdzie nie dostrzec diabelskiego pazura". Jednakże wprost nie przyznawano, że chodzi o działanie polskiego podziemia. Ważnym polem działań "enowskich" była ulica. Zmieniano hasła propagandowe niemieckie w taki sposób, że ośmieszały one okupanta – tu przykładem może być niemieckie hasło propagandowe "Deutschland siegt an allen Fronten" ("Niemcy zwyciężają na wszystkich frontach"), które Polacy przerabiali na przy pomocy zamiany litery "s" na "l" na hasło o treści "Deutschland liegt an allen Fronten" ("Niemcy leżą na wszystkich frontach"). Latarnie uliczne podpisywano "Nur für Deutsche" ("Tylko dla Niemców"). Do tego dochodziła cała masa "wlepek" z rysunkami i krótkimi tekstami ośmieszającymi Niemców. Propaganda uliczna przeniosła się także do Rzeszy – ludzie zaangażowani w akcję "N" na murach, słupach ogłoszeniowych itp. Miejscach umieszczali slogany typu "Hitler nieder – Frieden wieder" ("precz z Hitlerem – zawsze pokój"), "Hitlers Sturtz – Deutschlands Freiheit" ("upadek Hitlera – wolność Niemiec") czy "Gestapo an die Front" ("Gestapo na front"). Jeszcze innym rodzajem działań były te o kryptonimie "tse-tse". Polegały one na dręczeniu konkretnej rodziny niemieckiej poprzez wybijanie szyb, telefony z pogróżkami, plakatowanie drzwi, wysyłanie fałszywych zawiadomień urzędowych. Każdy wytypowany Niemiec musiał otrzymać conamniej dwa "ukłucia" na tydzień. Ogół działań "ulicznych" określano kryptonimem "Gdańsk". Komisja Terroru Moralnego kierowała swe działania m.in. przeciw volksdeutschom. W styczniu 1943 r. wydano ulotkę, w której zapowiadano stosowanie wobec zdrajców odpowiedzialności zbiorowej i informowano o wpisaniu na listę proskrypcyjną. Wymyślono nawet specjalny urząd, który firmował całą akcję – Komisarz Likwidacji Niemczyzny w Polsce.

Fot. Zawiadomienie pochodzące od "Komisarza Likwidacji Niemczyzny w Polsce"

Cała akcja "N" nie byłaby możliwa bez sprawnej sieci kolportażu i kolporterów, którzy ryzykowali śmiercią lub zsyłką do obozu koncentracyjnego w momencie złapania ich z "bibułą". W Generalnym Gubernatorstwie w 1942 r. istniało ok. 60 terenowych komórek akcji "N", zatrudniając ok. 410 ludzi. W kolportażu pomagali członkowie Szarych Szeregów. Na terenie Rzeszy powstało sześć baz siatki akcji "N": w Berlinie (kryptonim "R-100" i "R-101"; kierował nią Paweł Dudzik "Gizda"), w Hanowerze (kryptonim "R-102"; szefem był Józef Feliks "Felek"), w Brunszwiku (kryptonim "R-103" z Maciejewskim "Maciejem" na czele), w Hamburgu (kryptonim "R-105"; kierowana przez Leona Kapicę "Szprota") i w Kassel (kryptonim "R-106"). Emisariusze "enowscy" docierali do większości miast niemieckich, wykorzystując m.in. niemiecką pocztę. Akcja "N" uległa pewnemu zahamowaniu na wiosnę 1944 r. Prawdopodobną przyczyną była seria wpadek drukarń Tajnych Wojskowych Zakładów Wydawniczych. W dalszym ciągu działania prowadziła Komisja Terroru Moralnego. Nigdy wszakże nie wydano rozkazu o zakończeniu akcji "N". W trakcie jej trwania nakład druków przekroczył milion, nakłady periodyków wahały się od 6 tys. do 16 tys., osiągając średnio 10 tys. O doskonałym merytorycznym przygotowaniu całej akcji świadczy fakt, iż jeszcze w 1961 r. na Międzynarodowym Kongresie Historii Ruchu Oporu część wydawnictw "enowskich" była traktowana jako autentyczne przejawy niemieckiej opozycji. Obserwacje czynione przez polskie podziemie potwierdzały duży odzew zwłaszcza wśród żołnierzy Wehrmachtu. Nie notowano donoszenia do przełożonych o znajdywaniu druków "enowskich" np. w wagonach wojskowych. Końcowym etapem akcji "N" był okres Powstania Warszawskiego. Propaganda polska skierowana do Niemców nie miała wówczas jednak już charakteru dywersyjnego, gdyż była powiązana z jawną walką. Według wspomnień Tadeusza Żenczykowskiego propaganda "enowska" miała zasięg od kanału La Manche do Krymu. Niech to będzie podsumowaniem wysiłków Polskiego Państwa Podziemnego w dziedzinie wojny psychologicznej.

Daniel Sieczkowski

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas