0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedisBad Historycznie: Gen. Sosabowski i jego 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa

Zanim narodziła się Brygada

Idea użycia wojsk spadochronowych nie była obca wielu armiom świata jeszcze przed II wojną światową, w tym i polskiej. W latach 20-tych z inicjatywy Aeroklubu RP powstała Liga Obrony Powietrznej Państwa, dzięki czemu zaczęło się rozwijać spadochroniarstwo. Początkowo było ono traktowane jako dziedzina pomocnicza w stosunku do innych dyscyplin aeronautyki. W 1935 r. nastąpił przełom, głównie pod wpływem młodzieży, która pisała masowo listy do LOPP pod wpływem mody na spadochroniarstwo z prośbami o umożliwienie jej dostępu do szkoleń spadochronowych. Obserwowano także co się dzieje w Związku Sowieckim, który zaczął tworzyć wojska powietrzno-desantowe na wielką skalę. Do 1939 r. wybudowano w Polsce 17 wież spadochronowych w następujących miastach: w Bielsku-Białej, Bydgoszczy, Grudziądzu, Katowicach, Kielcach, Kowlu, Lublinie, Lwowie, Łodzi, Ostrowi Mazowieckiej, Poznaniu, Radomiu, Równem, Toruniu, dwie w Warszawie oraz w Zamościu. Zainteresowanie społeczeństwa było ogromne – mimo że skoki z wież były odpłatne, w Warszawie wykonywano nawet 300 skoków dziennie. W wojsku podjęto próby ze spadochroniarstwem jeszcze wcześniej. W 1927 r. zorganizowano w Warszawie pierwszy kurs dla instruktorów. W 1936 r. szkolenie spadochronowe rozpoczęto w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowii Mazowieckiej, a w 1937 r. podchorążowie na zakończenie szkolenia wykonali skok na plac ćwiczeń. W tym samym roku zaczęły powstawać zalążki oddziałów desantowych w polskiej armii. Zasługi przy tym położyli oficerowie tacy, jak np. mjr Stanisław Mazurek, mjr Włodzimierz Mizgier-Chojnacki i mjr dypl. Eugeniusz Wyrwicki. W 1937 r. w Legionowie oficerowie reprezentujący różne rodzaje sił zbrojnych odbyli kurs, jeszcze raczej o sportowym charakterze. W sierpniu 1938 r. odbył się pokazowy desant żołnierzy z uzbrojeniem na lotnisku Okęcie, obserwowany przez generalicję z Ministerstwa Spraw Wojskowych. Wypadł on pomyślnie i wiosną 1939 r. zorganizowano Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy. Dalszy rozwój polskich wojsk desantowych przerwała agresja niemiecka i sowiecka we wrześniu 1939 r.

Dowódca

Z 1 Samodzielną Brygadą nierozerwalnie wiąże się postać generała Stanisława Sosabowskiego. Przyszły dowódca i zarazem twórca 1 SBS, urodził się 8 maja 1892 r. w Stanisławowie. W młodości brał udział w działaniach organizacji niepodległościowych w zaborze austriackim, m.in. w Polskich Drużynach Strzeleckich, Towarzystwie Młodzieży Polskiej, Organizacji Młodzieży Niepodległościowej „Zarzewie”, organizował również skauting.

Fot. Gen. Stanisław Sosabowski

W 1913 r. został powołany do armii austro-węgierskiej. W trakcie I wojny światowej walczył m.in. pod Przemyślem, był ranny. W listopadzie 1918 r. wstąpił do Wojska Polskiego, ukończył Wyższą Szkołę Wojenną, w której później został wykładowcą. W trakcie kampanii wrześniowej dowodził 21 pułkiem piechoty „Dzieci Warszawy”. Jednostka ta wchodziła w skład 8 Dywizji Piechoty, ta zaś była częścią Armii „Modlin”, broniącej granicy Polski od strony Prus Wschodnich. Płk Sosabowski bronił później Warszawy na odcinku „Grochów”, za co został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy. Uciekł z niewoli i w grudniu 1939 r. zameldował się u gen. Sikorskiego w Paryżu.

Początki tworzenia jednostki

Po klęsce Francji w 1940 r. polscy żołnierze tam walczący starali się przedrzeć do Wielkiej Brytanii, aby kontynuować walkę. 21 czerwca 1940 r. do portu w Plymouth dotarł także przyszły twórca i dowódca 1SBS – pułkownik Stanisław Sosabowski. We Francji współtworzył 1 Dywizję Grenadierów oraz 4 Dywizję Piechoty. Po dotarciu do Anglii rozpoczęło się odtwarzanie i reorganizacja sił polskich, które miały brać udział w dalszych działaniach wojennych. Po podpisaniu w sierpniu 1940 r. polsko-brytyjskiej umowy wojskowej, regulującej status Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, polski rząd postanowił o odtworzeniu 2 wielkich jednostek: 10 Brygady Kawalerii i 1 Brygady Strzelców. Pułkownik Sosabowski od dowódcy Wojsk i Obozów w Szkocji, gen. Stanisława Burhardt-Bukackiego, otrzymał rozkaz do „zorganizowania Kadry Kanadyjskiej Brygady Strzelców”. Głównym motywem było poszukiwanie uzupełnień do tworzonych jednostek. Wśród żołnierzy, którzy przedostali się z Francji, niewspółmiernie dużo było oficerów, brakowało natomiast szeregowców i podoficerów. Nazwa „kanadyjska” w nazwie jednostki, którą sformować miał płk Sosabowski, miała sugerować, iż składać się ona będzie z przedstawicieli Polonii kanadyjskiej. Nie przyniosło to spodziewanych rezultatów i we wrześniu 1940 r. jednostka płk. Sosabowskiego została przemianowana na 4 Brygadę Kadrową Strzelców. Po jakimś czasie, kiedy niemiecka inwazja przestała Anglii zagrażać, jesienią 1940 r. gen. Tadeusz Klimecki - szef sztabu Naczelnego Wodza, zaproponował płk. Sosabowskiemu przeprowadzenie tajnej rekrutacji ochotników wśród swoich żołnierzy, których celem miał być skok ze spadochronem do Polski i praca w konspiracji. Idea „cichociemnych” zaczynała nabierać realnych kształtów i jednocześnie pociągnęła za sobą utworzenie większej jednostki spadochronowej. Płk Sosabowski, po wysłaniu grupy 20 ochotników na szkolenie, zaczął rozmyślać nad przeszkoleniem spadochronowym wszystkich swoich żołnierzy i utworzenia w Wojsku Polskim całkiem nowej jednostki – jednostki powietrzno-desantowej. Pomysł był atrakcyjny, gdyż żołnierze Brygady do tej pory zajmowali się tylko służbą wartowniczą i patrolową. Szkolenie do nowych zadań w opinii dowódcy z pewnością podniosłoby morale. W styczniu 1941 r. pułkownika poinformowano nieoficjalnie o możliwości przeszkolenia żołnierzy 4 Brygady w ośrodku w Ringway. Wkrótce jednostkę przebazowano do posiadłości Largo House i rozpoczęto budowę ośrodka szkoleniowego, który z czasem uzyska miano „małpiego gaju”. W sierpniu 1941 r. postawiono tam – pierwszą na terenie Imperium Brytyjskiego – wieżę spadochronową i opracowano metody szkolenia, tworząc z czasem Centrum Wyszkolenia Spadochronowego. Podlegało ono dowódcy 1 Korpusu Polskiego, złożonego z jednostek polskich zgrupowanych w Szkocji. Pod koniec września nowa jednostka liczyła już ok. 400 przeszkolonych żołnierzy. 23 września odbył się nieopodal Kincraig pokazowy desant, którego świadkiem był premier i Wódz Naczelny zarazem – gen. Władysław Sikorski. Wzięło w nim udział 140 żołnierzy. Będąc pod wrażeniem sprawności żołnierzy i oficerów, gen. Sikorski powiedział, że od tego dnia istnieje nowa jednostka w Wojsku Polskim. Miał także się wyrazić, iż „Gdy przyjdzie chwila – jak orły zwycięskie spadniecie na wroga i przyczynicie się pierwsi do wyzwolenia naszej Ojczyzny”. Oficjalny rozkaz wydano 9 października 1941 r. Powstała 1 Brygada Spadochronowa. 9 listopada 1941 r. płk Sosabowski swym rozkazem wprowadził tymczasową organizację Brygady. Oprócz dowództwa nowa jednostka składała się z 3 batalionów, kompanii zaopatrzenia, plutonów: łączności, żandarmerii, sanitarnego, kolumny samochodowej i specjalnej oraz ośrodka zapasowego, sądu polowego i sekcji szkolnej.

Fot. Żołnierze Brygady podczas szkolenia; uwagę zwracają nietypowe hełmy ćwiczebne

Dużym problemem, z którym borykała się Brygada, był brak uzupełnień. Potrzebowano przede wszystkim szeregowych i podoficerów, a praktycznie prawie wszyscy Polacy przebywający w Wielkiej Brytanii nosili już mundur i mieli przydziały. Liczono na napływ ludzi z tworzonej w Sowietach armii Andersa, która powstała na podstawie porozumień polsko-sowieckich. Pierwsze uzupełnienia stamtąd trafiły do Brygady w sierpniu i wrześniu 1942 r. Nie rozwiązywało to jednak problemu do końca, gdyż wielu z żołnierzy przybyłych z Rosji było wycieńczonych łagrami i więzieniami i nie nadawało się do specyficznej i wymagającej służby w jednostce spadochronowej. Z czasem do Brygady trafiali Polacy z ziem włączonych do III Rzeszy, wcieleni siłą do Wehrmachtu, którzy dostali się do niewoli alianckiej podczas walk w północnej Afryce.

Szkolenie

Brygada składała się z ochotników. Przechodzili oni szkolenie strzeleckie, minerskie, uczono ich także posługiwania się bronią używaną w innych armiach. Ponadto kierowano ich także na specjalistyczne kursy, np. technik przetrwania w lesie. Wstępny etap nauki odbywał się w ośrodku w miejscowości Largo House. Tam też mieścił się tzw. „małpi gaj” - system urządzeń treningowych rozpiętych na drzewach, który miał zadanie wyrabianie w żołnierzach tężyzny fizycznej i stanowił element niezwykle ciężkiego surowego szkolenia fizycznego, które obrosło swoistą legendą wśród przyszłych skoczków. Po takich ćwiczeniach żołnierze z kolei kierowani byli do „dziury”. Był to otwór wycięty w suficie starej stajni, dzięki któremu starano się opanować technikę desantu stosowaną w samolotach brytyjskich typu Whitley – skok następował poprzez specjalny otwór w podłodze maszyny. Sytuacja uległa zmianie w 1943 r. po dostarczeniu przez Amerykanów samolotów C-47 Dakota, z których desantowano się bocznymi drzwiami. Pobyt w Largo House miał nauczyć żołnierzy technik opanowania skoku, lądowania, zwijania (”gaszenia”) czaszy spadochronu. Przed prawdziwym skokiem doskonalono jego technikę na wieży spadochronowej. Następnie żołnierze kierowani byli do Ringway, gdzie w Ośrodku Wyszkolenia Powietrznego nabywali kolejne umiejętności, oddając już skoki spadochronowe z samolotów. Po skończonym szkoleniu i oddaniu co najmniej 5 skoków żołnierz otrzymywał Znak Spadochronowy.

Fot. Znak Spadochronowy

Warto dodać, że system szkoleniowy skoczków tzw. „Polish Method”, opracowany przez polskich instruktorów, został zaadaptowany także przez Brytyjczyków i Amerykanów. System polegał na stopniowym zwiększaniu wysiłku, a także zawierał w sobie wiele technik zwiększających bezpieczeństwo i udoskonalających skoki. Wielkie zasługi mieli w tym polscy oficerowie, którzy już przed wojną byli instruktorami spadochroniarskimi – por. Górecki i por. Gębołyś. Oprócz ćwiczeń fizycznych duży nacisk kładziono na zgranie żołnierzy i zżycie się ze sobą. Między innymi w tym celu zorganizowano kurs zwany „korzonkowym”. Przypominał dzisiejsze szkolenia survival'owe – żołnierze musieli nauczyć się korzystać z „darów natury” oraz opanować zasady jak najlepszego wykorzystania terenu w działaniach bojowych. Kurs ten zorganizowano kilkadziesiąt kilometrów na północ od Edynburga. Uczono się podczas tego kursu kroczenia na przełaj w dzień i w nocy, omijania zamieszkałych miejscowości bez zwracania na siebie uwagi, przekraczania rzek, wyszukiwania brodów i budowy tratw. Początkowe szkolenie Brygady, która rozkazem z 20 października 1942 r. została przemianowana na 1 Samodzielną Brygadę Spadochronową, odbywało się pod kątem jej wykorzystania przy wyzwalaniu Polski, w tym wsparciu powstania powszechnego. Była to bodaj jedyna polska jednostka operacyjnie w pełni suwerenna i niezależna od od dowództwa brytyjskiego, choć i tu ta suwerenność była problematyczna – wszak środki walki i transportu dostarczali Brytyjczycy. Wypadki na frontach, m.in. odłożenie przez aliantów inwazji na Europę kontynentalną na połowę 1944 r., zastopowanie postępów alianckich we Włoszech, nadciągająca ze wschodu armia sowiecka oraz polityka sprawiły, że Brygada miała zostać wykorzystana na zachodnim teatrze działań wojennych w Europie. 14 września 1942 r. War Office przyznał Brygadzie etat jej brytyjskiego odpowiednika. „Samodzielność” Brygady polegała też na tym, że jej pododdziały wsparcia rozbudowano do poziomu dywizyjnego, co z kolei umożliwiało realizację szerszego spektrum misji bojowych – Brygada miała liczyć łącznie 2823 żołnierzy (179 oficerów, 2644 podoficerów i szeregowców). Mogło też to zostać odczytane jako gest Anglików wobec planów rządu polskiego wykorzystania Brygady w wyzwalaniu Polski, jednakże mieli oni inne plany co do naszej jednostki. Sygnałem o tym świadczącym była tajna depesza szefa brytyjskiego Imperialnego Sztabu Generalnego gen. Alana Brooka z 14 maja 1942 r., którą przesłał do gen. Sikorskiego. Pisał on w niej, że „Szefowie sztabu w pełni rozumieją pańskie życzenia, iż powinno się stworzyć polską jednostkę spadochronową, aby ją wysłać do Polski, kiedy będzie miało miejsce powstanie powszechne. Sprawę tę rozpatrzono ze wszystkich stron i wniosek, do jakiego – z żalem doszliśmy – jest taki, że wysłanie tego rodzaju jednostki jest praktycznie niemożliwe w dającej się przewidzieć przyszłości, biorąc pod uwagę, oprócz innych rzeczy, wielką odległość i ogromny brak odpowiednich samolotów i szybowców. To, co wyżej przedstawiłem reprezentuje poglądy Komitetu Szefów Sztabu powzięte po wszechstronnym namyśle”. Na Anglikach wielkie wrażenie robiło wyszkolenie żołnierzy i z chęcią widzieliby ją pod dowództwem brytyjskim. Była ona wielokrotnie wizytowana przez wysokich oficerów brytyjskich. W listopadzie 1942 r. odwiedził ją gen. Frederick Browning, późniejszy dowódca 1 Korpusu Powietrznodesantowego, który sondował nastawienie gen. Sosabowskiego do pomysłu użycia Brygady na froncie zachodnim. Innym razem Browning zaproponował mu nawet objęcie dowództwa polsko-brytyjskiej dywizji powietrznodesantowej. Gen. Sosabowski odmówił. Jednak ciągłe naciski brytyjskie doprowadziły do tego, że 6 czerwca 1944 r. 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa została taktycznie podporządkowana dowództwu brytyjskiemu, wchodząc później w skład 1 Alianckiej Armii Powietrznodesantowej jako część brytyjskiego I Korpusu Powietrznodesantowego.

Fot. Sztandar 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej

W tym samym miesiącu płk Sosabowski otrzymał awans na generała brygady, jednostka zaś otrzymała swój sztandar. Wykonany on został przez kobiety w okupowanej Warszawie, poświęcony 3 listopada 1942 r. z udziałem Zofii Kossak-Szczuckiej i Marii Kann – matek chrzestnych. Prośbę o sztandar przekazał kpt. Maciej Kalenkiewicz, który wraz z 5 innymi „cichociemnymi” został zrzucony nad okupowaną Polską 28 grudnia 1941 r. Kpt. Kalenkiewicz wsławi się opracowaniem planu operacji „Ostra Brama” czyli wyzwolenia Wilna przez siły Armii Krajowej i polegnie w boju z Sowietami pod miejscowością Surkonty w sierpniu 1944 r.

Działania bojowe Brygady

We wrześniu 1944 r. 1 SBS wzięła udział w operacji „Market-Garden”, której główne cele zostały sformułowane przez brytyjskiego marszałka Montgomery'ego. Wojska spadochronowe aliantów miały uchwycić mosty na dolnym Renie, m.in. w okolicach Arnhem, utrzymać je do czasu przybycia wojsk lądowych i później obchodząc umocnioną linię Zygfryda, uderzać na Zagłębie Ruhry – przemysłowe „serce” III Rzeszy. Tym sposobem liczono na zakończenie wojny jeszcze przed końcem 1944 r. Plan ten, śmiały aż nadto, spotkał się z krytyką gen. Sosabowskiego. Mimo zastrzeżeń, wykonał rozkaz i 1 SBS desantowała się w kilku rzutach (główny rzut 21 września) w okolicach holenderskiej miejscowości Driel. Do walki żołnierze 1 SBS przystępowali w umundurowaniu maskującym we wzorze DPM (Disruptive Pattern Material).

Fot. Umundurowanie polowe żołnierza 1 SBS

Wzór składa się z trzech najbardziej charakterystycznych kolorów dla terenów leśnych, a plamy malowane są w specyficzny sposób, pociągnięciami jakby „od ręki”. Po wylądowaniu polscy spadochroniarze mieli sforsować Ren i połączyć się z żołnierzami brytyjskiej 1 Dywizji Powietrznodesantowej. Z braku odpowiednich środków przeprawowych na północny brzeg Renu udało się przerzucić niewielką część polskiej Brygady. Polacy okopali się wokół Driel i odparli atak Niemców. 22 września 1944 r. udało się nawiązać kontakt z XXX Korpusem gen. Horrocksa, kiedy do Polaków dotarły 3 czołgi Sherman przysłane na rozpoznanie. Gen. Sosabowski poprosił o użyczenie czołgów, celem wzmocnienia polskiej obrony. Aliancki dowódca zgodził się wypożyczyć tylko jeden czołg, któremu gen. Sosabowski wskazał drogę na polskie pozycje... jadąc przed nim na rowerze. Tego samego dnia do gen. Sosabowskiego dotarł wysłannik brytyjskiego gen. Urqhuart'a – dowódcy 1 Dywizji Powietrznodesantowej, walczącej po drugiej stronie Renu.

Fot. Most w Arhem - jeden z głównych celów operacji "Market-Garden"

Prosił on żeby w nocy Polacy przeprawili się przez Ren i wspomogli Brytyjczyków w krytycznej sytuacji. Probleme znów był brak środków przeprawowych – do dyspozycji żołnierzy Brygady było kilkanaście pontonów o pojemności 4 osób. Mimo tego podjęto próbę przeprawy, która trwała do momentu zniszczenia tych skromnych środków przez Niemców. Poniesiono ciężkie straty (15% rannych i poległych) – na drugi brzeg przeprawiła się tylko 8 kompania w sile ok. 60 ludzi. Następną próbę podjęto w nocy z 23/24 września – tym razem przeprawiło się 150 Polaków (niektóre źródła podaję liczbę 250 żołnierzy). Polscy żołnierze na północnym brzegu Renu walczyli na najcięższych pozycjach, tracąc całą broń przeciwpancerną. Zdołali jednak opanować kilka domów. Operacja, tak świetnie wyglądająca w brytyjskich planach, zaczynała się sypać. 25 września autor całego przedsięwzięcia – marszałek Montgomery – rozkazał wycofać siły alianckie. Straty brytyjskie były ogromne. 1 brytyjska Dywizja Powietrznodesantowa straciła 80% swojego stanu, liczącego 10 tysięcy żołnierzy. Polskie straty wyniosły też sporo – 23% (97 poległych, 219 rannych, 102 zaginionych i wziętych do niewoli. Miarą męstwa polskich żołnierzy było 11 Krzyży VM (jeden nadany pośmiertnie), 154 KW i 17 Krzyży Zasługi z Mieczami. Wojska niemieckie, silne w tym rejonie, zdołały odbić Arnhem i zmusić aliantów do kapitulacji. Cała operacja zakończyła się jednak spektakularną klęską, głównie dlatego że nie rozpoznano należycie przyszłego pola walki, w tym jednostek wroga, w efekcie czego alianccy spadochroniarze lądowali niemal na silnych związkach taktycznych wojsk niemieckich.

Fot. Grób nieznanego polskiego żołnierza, który poległ na ziemi holenderskiej za "wolność naszą i waszą"

Brytyjscy dowódcy usiłowali zrzucić winę na gen. Sosabowskiego, który wszak nie ponosił odpowiedzialności za fatalne zaplanowanie tak dużej operacji i zgłaszał swe obiekcje już wcześniej. Miał on stać się przysłowiowym „kozłem ofiarnym”. Ostatecznie brytyjskim oficerom udało się doprowadzić do odwołania 9 grudnia 1944 r. gen. Sosabowskiego z funkcji dowódcy 1 SBS. Zastąpił go na tym stanowisku ppłk dypl. Stanisław Jachnik, a po nim jeszcze dwóch innych oficerów – płk Jan Kamiński i ppłk Antoni Szczerbo-Rawicz. Gen. Sosabowski został Inspektorem Jednostek Etapowych i Wartowniczych. W maju 1945 r. Brygada trafiła do Niemiec, gdzie weszła w skład brytyjskich sił okupacyjnych, baując początkowo w rejonie Kleve, a następnie Osnabrück. W kwietniu 1947 r. jednostka wróciła do Anglii, a 18 lipca tego roku została rozwiązana. Gen. Sosabowski pozostał na emigracji, zarabiając na życie jako robotnik w fabryce kabli. Zmarł 25 września 1967 r. w Anglii, a dwa lata później jego prochy sprowadzono do Polski i pochowano w Warszawie.

Warto na koniec przytoczyć słowa gen. Sosnkowskiego o gen. Sosabowskim, mówią one bowiem wiele o cechach tego hardego dowódcy, który chciał do Polski dojść „najkrótszą drogą”: „Surowy i wymagający dla siebie samego, żąda też wiele od swych podkomendnych; ojcowski i sprawiedliwy w osądach swych i w karaniu, umie pozyskiwać zaufanie i miłość żołnierzy, tak skłonnych płacić sercem za serce. Posiada on ów tajemniczy dar, który zawsze przynosi obfite plony na polu bitewnym – dar nawiązywania węzłów uczuciowych pomiędzy dowódcą a podkomendnymi”.

Daniel Sieczkowski

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas