0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedIsBad Historycznie: Ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej

Ludobójstwo, którego dopuścili się integralni nacjonaliści ukraińscy na Wołyniu wobec Polaków było jednym z najtragiczniejszych polskich doświadczeń podczas II wojny światowej. Palenie całych wiosek i mordowanie ich mieszkańców, w tym kobiet i dzieci z niebywałym okrucieństwem przez Ukraińców, wyznawców poglądów Dmytro Doncowa i Stepana Bandery to przykład niebywałego zdziczenia. Jak do tego doszło? Jak to się stało, że ukraińscy sąsiedzi postanowili wymordować swych polskich współmieszkańców? Aby na te pytania odpowiedzieć musimy nakreślić przyczyny, które sprawiły że rzesze Ukraińców zostały zainfekowane ideologią integralnego nacjonalizmu.

Sprawa Małopolski Wschodniej i przynależności Lwowa

Konflikt polsko-ukraiński, tlący się od końca XIX wieku, zaostrzył się zdecydowanie wraz ze zbliżającym się końcem I wojny światowej. Lwów, główny ośrodek polskiej kultury na tych ziemiach, miał w zamysłach ukraińskich działaczy wejść w skład przyszłego państwa ukraińskiego. Dla Ukraińców Lwów stał się symbolem ich przebudzenia narodowego, tu przebywał zwierzchnik Kościoła grecko-katolickiego, tu też działały instytucje społeczne tworzone przez Ukraińców, utworzono także katedry ukraińskie na Uniwersytecie Lwowskim. W pojęciu Ukraińców jednak ustępstwa polskiej administracji Galicji były za małe. Powodowało to narastającą wrogość, czego wyrazem było zastrzelenie 12 kwietnia 1908 r. polskiego namiestnika Galicji hr. Andrzeja Potockiego przez ukraińskiego zamachowca Mirosława Siczyńskiego. W swych kalkulacjach Ukraińcy popełniali duży błąd, nie dostrzegając i nie uwzględniając związku Lwowa z polską kulturą i tradycją Rzeczpospolitej. Związek ten datował się od XIV wieku i nie na darmo Lwów przez Polaków określany był miastem „Semper Fidelis”. W mieście było mnóstwo pamiątek polskości, tu organizowano Związek Walki Czynnej do walki z Rosją, stąd wcześniej wyruszali ochotnicy, aby wziąć udział w walkach Powstania Styczniowego, tu działał polski skauting, rozwijał się ruch „Strzelca”. Jednak kiedy pod koniec XIX wieku wyodrębniły się ukraińskie partie polityczne (Ukraińska Partia Narodowo-Demokratyczna, Ukraińska Chrześcijańsko-Społeczna Partia, Ukraińska Partia Radykalna, Ukraińska Partia Socjal-Demokratyczna), to pomimo dzielących je różnic w programach społeczno-gospodarczych zgadzały się w jednym punkcie – wyodrębnienia oddzielnego ukraińskiego kraju koronnego w ramach Austro-Węgier, z Lwowem jako stolicą. Jednocześnie zaczęły powstawać ukraińskie organizacje paramilitarne. Zaczęło się od utworzenia w 1900 r. Towarzystwa Gimnastyczno-Przeciwpożarowego „Sicz”, które w 1912 r. przekształcono w Ukraiński Związek Siczowy, a rok później w Towarzystwo Siczowych Strzelców. Po wybuchu I wojny światowej politycy ukraińscy zasiadający w Wiedniu rozpoczęli starania o utworzenie narodowych oddziałów zbrojnych. 27 lipca 1914 r. powstała Główna Rada Ukraińska, skupiająca przedstawicieli głównych ukraińskich orientacji politycznych. Po ogłoszeniu wiernopoddańczego manifestu liczyła na przychylność rządu austro-węgierskiego do planów utworzenia dużych ukraińskich formacji wojskowych. Rząd jednak podchodził do tych rozwiązań dość ostrożnie, obawiając się wsparcia wojsk rosyjskich ze strony Ukraińców pod wpływem propagandy moskalofilskiej, a taki kierunek polityczny też był obecny wśród ludności ukraińskiej, zwłaszcza wśród społeczeństwa łemkowskiego. Dopiero po jakimś czasie przychylność rządu stała się większa i powstała formacja Ukraińskich Strzelców Siczowych. Momentem przełomowym dla ruchu ukraińskiego stał się akt 5 listopada 1916 r., wydany przez cesarza niemieckiego i austriackiego, a skierowany do Polaków. Niektórzy z działaczy ukraińskich dostrzegli w tym zagrożenie oderwaniem Galicji i przyłączeniem jej do Królestwa Polskiego, okupowanego wówczas przez Niemcy i Austro-Węgry. Oficerowie USS utworzyli wiosną 1917 r. Ukraińską Organizację Wojskową, zaczęto rozważać też plany wydzielenia Wschodniej Galicji i ukrainizację jej administracji. Studenci ukraińscy natomiast zadeklarowali, że uznają instytucje Ukraińskiej Republiki Ludowej, z siedzibą w Kijowie, który w tamtym czasie stał się głównym ośrodkiem państwowotwórczym. Takie samowolne działania wywołały strach wśród polityków ukraińskich wciąż deklarujących swe przywiązanie do monarchii austro-węgierskiej. Kazano rozwiązać Ukraińską Organizację Wojskową, co też uczyniono i osłabiono środowiska studenckie. 25 marca 1918 r. do Lwowa zwołano zjazd posłów i działaczy ukraińskich. Uchwalono na nim odezwę, która żądała od Austro-Węgier utworzenia ukraińskiego kraju koronnego, w skład którego miało wchodzić m.in. Podlasie. Działania ukraińskie i coraz większa dla nich przychylność rządu austro-węgierskiego spowodowały polską reakcję. 18 lutego 1918 r. na Rynku w Krakowie miał miejsce ogromny wiec, na którym padły znamienne słowa ”...ślubujemy, że póki tchu w piersiach wszelkimi środkami walczyć będziemy dla zdobycia zjednoczonej, niepodległej i nie uszczuplonej Polski”.  Wiec był odpowiedzią na traktat brzeski z 9 lutego 1918 r., zawarty między Cesarstwem Niemieckim oraz Austro-Węgierskim a Ukraińską Republiką Ludową ze stolicą w Kijowie. Do tego dokumentu dodano aneks, w którym mówiono o podziale Galicji na część polską z Krakowem i ukraińską z Lwowem. Takie rozwiązanie godziło w polską rację stanu. Powoli stawało się jasne, że po zakończeniu I wojny światowej i upadku cesarstwa austro-węgierskiego problem polsko-ukraiński wybuchnie ze wzmożoną siłą. Ukraińcy ponownie wrócili do działań konspiracyjnych, już o jednoznacznie antypolskim charakterze. W sierpniu 1918 r. przywódcy Ukraińskiej Partii Narodowo-Demokratycznej postanowili utworzyć konspirację cywilną i wojskową, która w sprzyjającym momencie miała przejąć władzę w Galicji. We wrześniu powstał Ukraiński Generalny Komitet Wojskowy, a w październiku Ukraińska Rada Narodowa, która obradowała we Lwowie. Ogłoszono, że z ziem Galicji Wschodniej do Sanu, Łemkowszczyzny, północno-zachodniej Bukowiny i Rusi Zakarpackiej powstaje Państwo Ukraińskie. Kwestia stosunku do drugiego państwa ukraińskiego – URL – pozostawała otwarta. Ukraińcy galicyjscy nie negowali połączenia się z URL, ale czekali na wyjaśnienie się sytuacji tego państwa na arenie międzynarodowej. Jednocześnie Polacy rozpoczęli przygotowania mające na celu powrót Lwowa i Galicji do Rzeczpospolitej. 20 października Rada Miejska w wydanej uchwale zapowiadała starania przyczyniające się „do powstania ośrodków organizacyjno-politycznych i społecznych, niezbędnych do urzeczywistnienia w tej naszej dzielnicy państwowości polskiej”. Dzień wcześniej URN proklamowała powstanie państwa, które przyjęło nazwę Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej. 1 listopada 1918 r. doszło w Lwowie do ukraińskiego zamachu stanu, co stanowiło początek polsko-ukraińskiej wojny, która stała się pierwszą, jaką przyszło Polakom stoczyć w procesie odbudowy państwowości polskiej.

Fot. Polski plakat werbunkowy

Wojna trwała do 17 lipca 1919 r. Jej efektem był powrót Lwowa i całej Galicji Wschodniej do Polski. Traktat kończący wojnę polsko-bolszewicką z 1921 r. i uznanie granic polskich przez Radę Ambasadorów w 1923 r. zakończyły proces kształtowania się odrodzonego państwa polskiego, które zawarło w sobie dużą mniejszość ukraińską. Nie udała się natomiast budowa państwa ukraińskiego przy polskiej pomocy. W kwietniu 1920 r. podpisano polsko-ukraiński sojusz wojskowy, 7 maja zajęto Kijów, z którego uciekli bolszewicy, jednak do utworzenia państwa ukraińskiego nie doszło. Ludność ruska nie poparła Semena Petlury, zabrakło w niej świadomości narodowej. Ukraina Naddnieprzańska stała się częścią sowieckiego imperium.

Sytuacja Ukraińców w II RP

Duża mniejszość ukraińska w Polsce miała zapewnione swobody zrzeszania się, rozwoju społecznego, kulturalnego i politycznego. Miała także swą reprezentację w parlamencie, a największą legalną partią ukraińską w Polsce było UNDO (Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne). Ogółem Ukraińców w Polsce było ok. 5 milionów, co stanowiło 16% jej mieszkańców. Zamieszkiwali przede wszystkim 4 województwa: stanisławowskie (ok. 70% mieszkańców), wołyńskie (70%), tarnopolskie (45%) i lwowskie (40%). Ponad 80% Ukraińców mieszkało na wsi, ich odsetek w miastach był niewielki. We Lwowie na 312 tys. mieszkańców było tylko 50 tys. Ukraińców. W okresie międzywojennym nastąpił wzrost świadomości narodowej wśród Ukraińców, najsilniejszy w Małopolsce Wschodniej. Udział w tym miały organizacje takie jak: Naukowe Towarzystwo im. Tarasa Szewczenki, Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe „Prosvita” czy Ukraińskie Towarzystwo Pedagogiczne „Ridna Szkoła”. Rozwinięta była spółdzielczość (w rękach ukraińskich było 30% całej spółdzielczości w Polsce), Ukraińcy mieli swe banki (Ziemski Bank Hipoteczny i Centralny Bank Spółdzielczości). Stosunki polsko-ukraińskie w II RP układały się różnie, przeważała jednak nieufność przechodząca w niechęć, a często i we wrogość. Uczucia takie występowały po obu stronach sporu. Powody były wielorakie, jednak ukraińska niechęć względem państwa polskiego wynikała przede wszystkim z zawiedzionych nadziei na stworzenie własnej państwowości. To z kolei powodowało polityczną frustrację i prowadziło do kolejnych konfrontacji i ujawniania się sporów na wielu płaszczyznach. Polska polityka wobec mniejszości ukraińskiej kształtowała się różnie na przestrzeni dwudziestolecia międzywojennego. Czas ten niektórzy badacze dzielą na kilka etapów, poczynając od okresu konfliktu o granice, poprzez kształtowanie się nowych warunków wspólnej egzystencji Polaków i Ukraińców, okres napięć (terroryzm ukraiński i w odpowiedzi pacyfikacje wiosek ukraińskich przez polskie władze), aż do etapu poszukiwania kompromisów, które jednak nie przezwyciężały wzajemnej nieufności. W polityce wewnętrznej Polski pojawiały się różne koncepcje, odnoszące się do „kwestii ukraińskiej”. Z perspektywy czasu widać, iż zabrakło tej polityce niezbędnej spójności i ciągłości. Raz dążono do asymilacji państwowej, raz narodowej. Innym razem postulowano szeroką autonomię lub nawiązywano do idei prometejskiej, wymierzonej w sowiecką Rosję i polegającej na narodowościowym „rozsadzaniu” jej od wewnątrz poprzez inspirowanie tendencji separatystycznych grup etnicznych zamieszkujących państwo sowieckie. Zastosowanie idei prometejskiej odnośnie Ukraińców polegać miało na utworzeniu za Dnieprem państwa ukraińskiego. Różne partie i ugrupowania reprezentowały różne stanowiska. PPS była za daleko posuniętą autonomią, wzorem autonomii Śląska w Małopolsce Wschodniej miał powstać Sejm Krajowy i władza wykonawcza w postaci Rady Krajowej. Władzom autonomii podlegać miały szkolnictwo, opieka społeczna i zdrowotna, sprawy gospodarcze, komunikacja, porządek publiczny. Takie rozwiązania postulowała ustawa z 22 września 1922 r., która jednakże nie weszła w życie. Narodowa Demokracja miała inne pomysły na rozwiązanie problemu. Autonomia o szerokim zakresie została odrzucona. 31 lipca 1924 r. uchwalono ustawy, które miały doprowadzić do asymilacji państwowej mniejszości ukraińskiej.

Fot. Tadeusz Hołówko, rzecznik zbliżenia polsko-ukraińskiego, zastrzelony przez członków OUN w 1931 r.

Generalnym założeniem było wzmacnienie postaw ugodowych wśród Ukraińców w Polsce i zwiększanie gospodarczej roli Polaków na ziemiach południowo-wschodnich. Wzmożno akcję osadnictwa polskiego w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu, osiedlano tam rodziny wojskowych. Zrezygnowano jednak z całkowitej polonizacji Ukraińców. Ugrupowania konserwatywne z kolei upatrywały szansy na poprawę stosunków polsko-ukraińskich w dopuszczeniu Ukraińców do administracji rządowej i zagwarantowania im szerokiej autonomii. W środowisku wileńskich konserwatystów powstał nawet koncept utworzenia państwa ukraińskiego, które byłoby skonfederowane z Polską i stanowiło przeciwwagę dla pozycji ZSRS. Spełnienie wszystkich postulatów ukraińskich nie było możliwe również ze względu na kryzysy gospodarcze, które szczególnie odczuwane były na ziemiach wschodnich II RP. Scalanie ziem trzech byłych zaborów w jeden organizm państwowy i przezwyciężanie różnic gospodarczych w nim panujących było zadaniem o ogromnej wadze i wymagającym wiele wysiłku. Silne tendencje separatystyczne wśród części Ukraińców i nastroje antypaństwowe zagrażały jedności państwa i uniemożliwiały stopniowe dochodzenie do porozumienia. Jednym z pól konfliktu polsko-ukraińskiego była sprawa zagospodarowania wielkiej własności ziemskiej i osadnictwa wojskowego i cywilnego na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Ukraińcy mieli pretensje, że w momencie przydzielania ziemi wojskowym nie mogli skorzystać z podziału ziemi oraz że w procesie osadnictwa cywilnego forowani byli Polacy. Była to częściowa prawda, gdyż na Wołyniu 3/4 ziemi należącej uprzednio do polskich właścicieli trafiło do rąk ukraińskich. Sporą winę w tym temacie ponosi też wadliwie skonstruowana reforma rolna. Inną osią sporu było szkolnictwo. Wprowadzenie szkół utrakwistycznych (dwujęzycznych) zmniejszyło liczbę szkół z językiem ukraińskim, co Ukraińcy odczuli jako chęć ich spolonizowania. Ważną kwestią była sprawa powołania uniwersytetu ukraińskiego w Lwowie. Polacy obawiali się wzmocnienia nastrojów nacjonalistycznych poprzez taką placówkę w tym mieście i rząd polski, podzielając te obawy, zaproponował Kraków jako lokalizację uniwersytetu, co z kolei odrzucili Ukraińcy. Ostatecznie powołano jedynie Ukraiński Instytut Naukowy z siedzibą w Warszawie, co Ukraińcy uznali za dyskryminację i ograniczanie dostępu do oświaty. Płaszczyzna religijna była niemniej ważnym obszarem konfliktowym. Rzymski katolik identyfikowany był automatycznie jako Polak, grekokatolik lub prawosławny – jako Ukrainiec. Występowała rywalizacja o pozyskiwanie wiernych, jednocześnie kościół grekokatolicki był jednym z ośrodków wzmacniania skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego. Do tych wszystkich obszarów spornych dochodziła sprawa ograniczania udziału Ukraińców w samorządzie i dostępie do stanowisk państwowych. Jeśli jeszcze dodamy do tego wszystkiego działalność nielegalnych ugrupowań ukraińskich – komunistycznych i nacjonalistycznych – terroryzm Ukraińskiej Organizacji Wojskowej i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów wymierzony w państwo polskie, to powstaje istny węzeł gordyjski, którego rozsupłanie wymagało długich lat i stawało się wręcz niemożliwe w okresie istnienia II RP. Jeśli polska polityka wobec mniejszości ukraińskiej była niespójna, to również polityka środowisk ukraińskich w stosunku do Polski była niejednorodna. Dominowała niechęć i nieufność, choć były i grupy szukające porozumienia z Polakami. Po przegranej wojnie z Polską o Lwów i Galicję Wschodnią środowiska związane z ZURL długo odmawiały przyjęcia tego faktu do wiadomości i robiły wszystko, aby jak najmocniej destabilizować sytuację na tym obszarze. Zbojkotowano pierwszy spis powszechny ludności, pobór do wojska i wybory w 1922 r. Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, będąca sekcją Komunistycznej Partii Polski, usiłowała wywołać rewolucję komunistyczną i przyłączyć tereny południowo-wschodnie do sowieckiej Ukrainy. Nie była to jedyna wywrotowa działalność. Jeszcze w 1920 r. powołano w Pradze do życia Ukraińską Organizację Wojskową (UWO) pod wodzą Jewhena Konowalca.

Fot. Jewhen Konowalec

Komenda tej organizacji początkowo działała w Lwowie, a w 1923 r. przeniosła się do Berlina. Celem jej było „oswobodzenie ziem ZURL spod polskiej okupacji”. W 1921 r. przeprowadzono nieudany zamach na przebywającego w Lwowie Piłsudskiego. Dokonał tego Stepan Fedak, syn znanego adwokata ukraińskiego, skazany później na kilkuletnie więzienie. W latach 1922-1925 doszło do ok. 300 aktów terrorystycznych. W tamtym czasie terror skierowany był przeciwko Ukraińcom szukającym porozumienia z Polakami. Symbolem tego stało się zabójstwo Sydira Twerdochliba, orędownika współpracy Ukraińców z państwem polskim, zamordowanego przez ukraińskich nacjonalistów. Inne akty przemocy to podpalenia, napady na posterunki policji i morderstwa policjantów, niszczenie budynków gospodarczych w polskich folwarkach, wzniecanie fałszywych alarmów, rozpuszczanie pogłosek o wkroczeniu wojsk sowieckich z sowieckiej Ukrainy, zastraszano kandydatów na posłów. Stosunkowo mało było ataków na obiekty wojskowe. Atakowano pociągi osobowe, przemycano z zagranicy broń i materiały wybuchowe, kolportowano antypolskie odezwy i ulotki. Wysadzono obiekt publiczny w Sądowej Wiszni w czerwcu 1922 r., planowano także wysadzić kościół katolicki razem z wiernymi podczas mszy rezurekcyjnej w Wielkanoc 1922 r., władze polskie jednak udaremniły tę próbę. We wrześniu 1925 r. dokonano nieudanego zamachu na prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego, a w planach były inne zamachy, m.in. na ministra Augusta Zaleskiego czy wojewodów: Henryka Józewskiego i Bronisława Nakoniecznikowa-Klukowskiego. Niektóre zamachy na wysokich urzędników się udały – w 1931 r. zginął zwolennik porozumienia polsko-ukraińskiego i poseł z ramienia BBWR Tadeusz Hołówko. Zabójstwo jego, Twerdochliba i innych działaczy opowiadających się za porozumieniem miało w zamyśle nacjonalistów ukraińskich spolaryzować społeczności Polaków i Ukraińców i uniemożliwić jakąkolwiek próbę porozumienia. Należy także podkreślić, że działalność UWO była wykorzystywana przez wywiady państw ościennych. Czechosłowacja utrzymywała na swym terenie obozy, w których szkolono terrorystów ukraińskich, Niemcy zaś i Rosja w separatystach ukraińskich widziała współpracowników ich wywiadów. Polska policja rozbijała struktury UWO, ta jednak odradzała się na nowo, przy czym następowała w niej wymiana pokoleniowa – w miejsce straszych przyszła młodzież, nastawiona ultraradykalnie. Akcje terrorystyczne były kontynuowane, w latach 1924-1926 dochodziło do napadów na ambulanse i placówki pocztowe. Aby pozyskać większe dochody na działalność podjęto współpracę z wywiadem niemieckim, sowieckim i czeskim. Głównym łącznikiem między UWO a Niemcami był bliski współpracownik Konowalca – Rik Jaryj. Miał wielu znajomych wśród niemieckich oficerów, a do jego bliskich znajomych zaliczał się działacz partii NSDAP Alfred Rosenberg. Na rzecz niemieckiego wywiadu działały także organizacje studenckie zrzeszające Ukraińców, jak np. „Osnowa”, która działała na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Dzięki niej przerzucano ludzi do bojówek UWO i rekrutowano pośród jej członków agentów UWO i kurierów. Nacjonaliści ukraińscy zakładali, że prędzej czy później dojdzie do wojny polsko-niemieckiej, która będzie stanowić szansę na powstanie niepodległego państwa ukraińskiego, stąd współpraca z niemieckim wywiadem była tak intesywna. Nadzieje te podtrzymywane były przez deklaracje Rosenberga, który stwierdził, że „kiedy zrozumiemy, iż zniszczenie państwa polskiego jest żywotną potrzeba Niemiec, sojusz między Kijowem a Berlinem i stworzenie wspólnej granicy staną się narodową i państwową koniecznością dla przyszłej polityki niemieckiej". Do 1928 r. polski kontrwywiad aresztował ponad setkę członków UWO powiązanych z niemieckim wywiadem. Współpracowano także z wywiadem litewskim i czeskim. W latach 1925-1926 polski kontrwywiad rozbił struktury UWO, co uspokoiło nieco sytuację na Kresach i spowodowało spadek aktywności szpiegowskiej tej organizacji. Nie oznacza to wszakże, iż zaprzestała ona całkowicie swej działalności. Podjęto reorganizację i skupiono się na tworzeniu komórek kontrwywiadowczych, aby zabezpieczyć się przed infiltracją UWO przez polskie organy śledcze. W 1929 r., na przełomie stycznia i lutego, we Wiedniu powołano do istnienia Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, która była polityczną nadbudową, natomiast UWO było ramieniem zbrojnym.

Fot. Dmytro Doncow, twórca integralnego nacjonalizmu ukraińskiego

Zjazd we Wiedniu był następstwem wymiany pokoleniowej w szeregach nacjonalistów, w których szeregi trafili młodzi działacze, jak Stepan Bandera. Program polityczny OUN oparto na tezach Mykoły Michnowśkiego (1873-1924) i Dmytro Doncowa (1883-1973), który w swej głównej pracy „Nacjonalizm” pisał: „przemoc, żelazna dyscyplina i wojna – oto metody, przy pomocy których wybrane narody szły drogą postępu […]. Przemoc to jedyny sposób pozostający do dyspozycji […] narodów zbydlęconych przez humanizm […]”. Nawiązywał także do filozofii Nietzschego, kiedy twierdził, że „sensem życia jest posiadanie i panowanie, sensem jest walka o przewagę, o rozrost i poszerzenie, o potęgę, bowiem żądza potęgi, to właśnie żądza życia […] społeczność, która odrzuca podboje, znajduje się w stanie upadku”. Ideologia integralnego nacjonalizmu oparta była na darwinizmie społecznym, a nacja ukraińska była traktowana jak gatunek, który musi walczyć z innymi o przeżycie i rozwój. Odrzucano jakąkolwiek moralność, traktując ją jako „słabość”. Wyznawano zasadę wodzostwa oraz ściśle określonej kasty Nowych Ludzi – przewodników narodu. Resztą narodu gardzono, traktując ją jak „plebs – okiełznane bydło”. Takie hasła trafiły na podatny grunt i zaowocowały Rzezią Wołyńską.

Fot. Stepan Bandera, przywódca frakcji "młodych" w OUN

Z czasem postępował proces scalania organizacji nacjonalistycznych, w czym wielkie zasługi miał Bandera, którego uczyniono kierownikiem Krajowej Egzekutywy OUN. Przyczynił się on do zmiany taktyki, zintensyfikowano szkolenia wojskowe, dowódcze i terrorystyczne oraz wyodrębniono referaty bojowy i wojskowy. Pierwszy odpowiadał za działania wywrotowe, drugi za organizację przyszłych sił zbrojnych przyszłego państwa ukraińskiego. Na początku lat trzydziestych doszło do kolejnej fali antypolskich wystąpień, co spowodowało polską kontrakcję w postaci pacyfikacji ukraińskich osad będących oparciem dla nacjonalistów. Działalność terrorystyczną kontynuowano do wybuchu II wojny światowej. Planowano zamachy na dużą skalę, jak wysadzenie w 1931 r. w korytarzu pomorskim międzynarodowych pociągów, co miało sprowokować interwencję niemiecką. W 1934 r. Hryhorij Maciejko, członek OUN, zastrzelił w Warszawie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Choć sam sprawca zbiegł, przeprowadzone aresztowania doprowadziły do postawienia przed sądem zamieszanego w zamach Stepana Banderę i szefa referatu bojowego Romana Szuchewycza. Bandera dostał wyrok śmierci, który zamieniono na dożywocie. Działania terrorystyczno-szpiegowskie OUN trwały nadal. Wraz z postępującym napięciem w stosunkach polsko-niemieckich trwały przygotowania OUN do wybuchu antypolskiego powstania. Gromadzono broń i prowadzono rozpoznanie na rzecz Abwehry.

Od krwawego września w 1939 r. do „krwawej niedzieli” na Wołyniu w 1943 r.

Najazd na Polskę we wrześniu 1939 r., najpierw przez III Rzeszę, a później przez Związek Sowiecki, zintensyfikował antypolskie działania Ukraińców. We wsiach ukraińskich ostrzeliwano oddziały wojska polskiego, urządzano zasadzki, w których ginęli żołnierze i cywile uchodzący przed frontem. Liczbę polskich ofiar zamordowanych z rąk ukraińskich jeszcze przed wkroczeniem Sowietów określa się na ponad 3000 osób. Jednocześnie należy przypomnieć, że spora była grupa lojalnych obywateli polskich pochodzenia ukraińskiego, którzy walczyli w szeregach naszej armii. W trakcie pierwszej okupacji sowieckiej spora część Ukraińców ochoczo współpracowała z okupantem w dziele usuwania polskości z tych terenów, współtworząc m.in. listy osób przeznaczonych do wywózki w głąb Rosji. Działacze nacjonalistyczni zbiegli do części okupowanej przez Niemców. Środowisko nacjonalistów ukraińskich zaczęło się dzielić, co ostatecznie zostało dokonane wiosną 1940 r., kiedy wyłoniły się dwie frakcje OUN – OUN Andrija Melnyka (melnykowcy) i OUN Stepana Bandery (banderowcy). Banderowcy reprezentowali młodszych działaczy i to oni zdominowali praktycznie cały ruch nacjonalizmu ukraińskiego. Melnykowcy orientowali ściśle na Niemców. Za pieniądze Abwehry i w porozumieniu z jej kierownictwem utworzyli Ukraiński Centralny Komitet, na czele którego stanął Wołodymyr Kubijowycz, wyznawca zasady wodzostwa. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 r. wraz z wojskami niemieckimi posuwały się 2 bataliony ukraińskie w niemieckich mundurach, podlegające Abwehrze - „Nachtigall” i „Roland” oraz tzw. grupy marszowe OUN.

Fot. Ukraińcy z batalionu "Nachtigall"

Szlak ukraiński od razu znaczyły polskie trupy. Już 24 czerwca 1941 r. żołnierze batalionu „Nachtigall” zamordowali 50 Polaków w Lackiej Woli. Wraz z nimi posuwały się tzw. grupy pochodowe OUN-B i OUN-M. Łącznie było ich 6, ponadto wydzielono specjalną 15-osobową grupę operacyjną, której celem było jak najszybsze dotarcie do Lwowa i ogłoszenie tam „niepodległości Ukrainy”. Grupy ostro ze sobą rywalizowały, posuwając się do mordów – pod Sokalem banderowcy zlikwidowali grupę pochodową melnykowców. Pod koniec czerwca 1941 r. ogłoszono powstanie „Samostijnej Ukrainy” z „rządem” Jarosława Stećki. Niemcy dopiero po jakimś czasie zorientowali się w prawdziwych celach działań nacjonalistów ukraińskich. O żadnym „niepodległym” państwie ukraińskim nie mogło być mowy, gdyż Niemcy dla tych terenów mieli inne plany. Owszem, faworyzowali Ukraińców w administracji i obdzielali ich wyższymi racjami żywnościowymi, młodzież ukraińska mogła studiować na uniwersytetach w Berlinie i Wiedniu, ale to było wszystko. We wrześniu 1941 r. Niemcy zaczęli aresztowania działaczy OUN, a organizacja zeszła do podziemia. Sam Bandera trafił do Sachsenhausen – obozu koncetracyjnego, gdzie przebywał w specjalnych warunkach. Ukraińscy nacjonaliści skupili się na rozszerzaniu swych wpływów w niemieckich pomocniczych formacjach policyjnych, złożonych z Ukraińców. Z biegiem czasu do OUN-B i OUN-M doszła „Poliśka Sicz” Tarasa Borowca „Bulby”, która pierwsza nosiła nazwę Ukraińskiej Powstańczej Armii. Od 1942 r. działała ona aktywnie w północno-wschodnich rejonach Wołynia, walcząc z Niemcami i partyzantką sowiecką. Taktyka walki tych ugrupowań różniła się. OUN-B zajął postawę wyczekiwania, krytycznie oceniając działania „Bulby”, działacze OUN-M zaś, wciąż orientując na Niemców, w kwietniu 1943 r. organizowali u boku III Rzeszy dywizję SS „Galizien”.

Fot. Plakat zachęcający Ukraińców do wstępowania do SS

Jednocześnie OUN-M i „Poliśka Sicz” podpisały jeszcze w 1941 r. porozumienie o współpracy pomiędzy Głównym Dowództwem UPA a Prowodem Ukraińskich Nacjonalistów Andrija Melnyka. OUN-B w końcu podjął działania zmierzające do tworzenia oddziałów zbrojnych na większą skalę, obawiając się, że organizacja Bandery pozostanie w tyle. Drogą bezwzględnego terroru podporządkowano sobie pozostałe organizacje nacjonalistyczne i pod ukradzioną Borowciowi nazwą UPA zaczęto tworzyć ukraińską partyzantkę. Na początku 1942 r. na Wołyniu i Polesiu zaczęto organizować banderowskie bojówki. Za całość działań odpowiadał tam Dmytro Kliaczkiwśkyj „Kłym Sawur”. Na przełomie marca i kwietnia 1943 r. rozpoczął się proces ostatecznego uformowania banderowskiej UPA, zasilonej ukraińskimi policjantami, którzy porzucili służbę u Niemców. Klęska Niemców pod Stalingradem uświadomiła nacjonalistom ukraińskim, że wkrótce zmierzą się z powracającymi na te tereny Sowietami. Niektórzy działacze podczas III Konferencji OUN, odbywającej się w lutym 1943 r. postulowali podjęcie walki z Niemcami, ale spotkało się to z niechęcią części środowiska nacjonalistycznego. Dmytro Kliaczkiwśkyj i Roman Szuchewycz główne zagrożenie widzieli w ludności polskiej. Nie przekreślali walki z Niemcami, ale to Polacy według nich stanowili głównę przeszkodę na drodze do powstania państwa ukraińskiego. W 1942 r. zaczęły się pierwsze, jeszcze pojedyncze mordy na Polakach zatrudnionych w niemieckiej administracji, np. zarządców folwarków. Do pierwszych znaczących wystąpień antypolskich, zwiastujących „Rzeź Wołyńską” doszło w listopadzie i grudniu 1942 r. w miejscowościach Obórki i Jezierce. Wykonawcami mordów byli ukraińscy policjanci na służbie niemieckiej, którzy wcześniej brali udział w mordach na Żydach. Rok 1943 przyniósł zdecydowany wzrost antypolskich akcji. 9 lutego miał miejsce pierwszy masowy mord w kolonii Parośla w powiecie sarneńskim. Banderowcy zamordowali ponad 150 osób. Kolejne miesiące będą powiększać tragiczną statystykę. W kwietniu 1943 r. w powiecie horochowskim zniszczono 17 polskich wsi, 23 kwietnia dokonano zaś jednego z największych mordów w tym okresie, niszcząc Janową Dolinę i zabijając 607 osób, ponadto w Deraźnem zabito ok. 300 osób, a w Lipnikach Berezińskich ok. 140. W maju na Wołyniu działały już duże jednostki UPA, które rozpoczęły zorganizowaną eksterminację polskiej ludności. Akcja antypolska rozpoczęła się w północno-wschodnich powiatach Wołynia, aby później objąć powiaty południowo-wschodnie i centralne. Nasilenie jej przypadło na okres Wielkanocy. Do czasu kulminacji rzezi w lipcu zostało zamordowanych 15 tys. Polaków. Mordowanie objęło część zachodnią Wołynia i niektóre miejscowości w innych rejonach, gdzie jeszcze ludność polska się zachowała. Na początku czerwca fala mordów opadła, jednocześnie stale obecna była propaganda OUN, skierowana przeciw Polakom. Hasła te trafiały przede wszystkim do młodzieży, zafascynowanej ideologią integralnego nacjonalizmu ukraińskiego. UPA przystępując do likwidacji ludności polskiej brała przykład z działań niemieckich w trakcie Holokaustu. W lipcu nastąpiło apogeum zbrodni.

Fot. Jedna z wielu polskich rodzin wymordowana przez UPA i ukraińskich sąsiadów

Powiaty nią objęte to: horochowski, włodzimierski, kowelski i lubomelski oraz częściowo łucki i dubieński. Oddziały UPA podporządkowane Północno-Zachodniemu Okręgowi Wojskowemu „Turiw” i bojówki OUN nad ranem 11 lipca 1943 r. zaatakowały jednocześnie 99 polskich osad i wsi (niektórzy z badaczy podają liczbę 167) w trzech powiatach. Szacuje się, że tylko tego jednego dnia zginęło 8 tys. Polaków. Przed akcją w szkołach ukraińskich odbyły się zebrania ludności ukraińskiej, na których agitatorzy nacjonalistyczni z Małopolski Wschodniej przekonywali o konieczności wymordowania Polaków na Wołyniu „do siódmego pokolenia, nie wyłączając tych, którzy nie mówią już po polsku”. Na polskie wsie napadały grupy mieszane, złożone z członków bojówek OUN i miejscowej ludności ukraińskiej. 15-30 osobowe grupy członków UPA przewodziły mordowaniu Polaków. Schemat napadu wyglądał tak samo. Otaczano szczelnie każdą wieś, tak aby uniemożliwić z niej ucieczkę. W pierwszej kolejności szli członkowie OUN i UPA, za nimi ciągnęły grupy tzw. siekierników. Była to okoliczna ludność ukraińska uzbrojona w siekiery, noże, kosy, pałki, młoty, widły. Jak sam przyznawał jeden z upowców, uczestnik takiego napadu: „podczas zabijania używano mało broni palnej, większość mordowała bez strzelania, kolbami, nożami i siekierami”. Nad ofiarami okrutnie się znęcano – wykłuwano oczy, wbijano gwoździe w czaszkę, rozcinano brzuchy, cięto skórę, odcinano kończyny, dzieci nabijano na płot lub przybijano gwoździami do ścian lub stołów. Zestaw tortur stosowanych przez zwyrodniałych oprawców liczy ponad 300 pozycji. Po zamordowaniu mieszkańców wieś była palona, a dobytek Polaków niszczony. Miał zniknąć każdy ślad polskości – kościół, budynek gospodarczy, dom, a nawet sad czy ogród. Szczególną wagę przykładano do niszczenia świątyń katolickich. Do września 1943 r. tylko na terenie diecezji łuckiej UPA zniszczyła 11 kościołów. Często mordowano wiernych podczas mszy – tak stało się w Porycku, gdzie w trakcie nabożeństwa wymordowano ok. 200 osób wraz z proboszczem. Polacy podejmowali próby samoobrony, często spontanicznie. Z czasem zaczęto przygotowywać placówki samoobrony, uzbrojone i ufortyfikowane. Najsłynniejsza z nich to Przebraże, w którym schroniło się 10 tys. Polaków. Inne ośrodki to m.in. Huta Stepańska, Zasmyki, Dederkały, Pańska Dolina i Ostróg. Łącznie powstało ok. 100 takich miejsc, udało się przetrwać tylko nielicznym. Zbrodnia Wołyńska była zaplanowana, co potwierdzają ujawnione dokumenty OUN-UPA, realizowana etapami i metodycznie – następna fala zbrodni przybrała na sile w okolicach grudnia 1943 r.

Fot. Wołyń i Małopolska Wschodnia na tle granic II RP i współczesnej Polski

Ogrom okrucieństwa sprawił, że Polacy szukali schronienia u Niemców, którzy korzystając z okazji wywozili ich na roboty. Część Polaków uciekła z rodzinami do partyzantki sowieckiej, a w 1944 r., już po wkroczeniu Sowietów niektórzy wstępowali do „istriebitielnych batalionów”, formacji milicji pomocniczej, podlegającej NKWD, co z kolei prowokowało UPA do niszczenia Polaków jako współpracowników Sowietów i tak właśnie propagandowo to uzasadniano. W kontekście Zbrodni Wołyńskiej często pojawia się pytanie o to gdzie były oddziały AK. Po okresie okupacji sowieckiej, która doszczętnie zniszczyła zaczątki struktur konspiracyjnych i wywiezieniu ogromnej ilości najbardziej aktywnych obywateli w głąb Sowietów całość konspiracji trzeba było budować od nowa. Ponownie zaczęto ją organizować od marca 1942 r. i to z wielkimi problemami – nastąpiły aresztowania, tym razem dokonane przez gestapo. Na budowę silnej konspiracji trzeba było czekać kolejny rok. W marcu 1943 r. praca organizacyjna nabrała rozmachu. Był to czas pierwszych mordów masowych dokonywanych przez dobrze zorganizowaną i liczną na tym terenie UPA. Jednakże nie posiadano dostatecznych sił do zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim Polakom na Wołyniu. Brakowało uzbrojenia i amunicji (wystarczy przypomnieć, że AK otrzymała od aliantów przez cały okres okupacji 670 ton zrzutów, podczas gdy Francja ponad 10 tys. ton). Okręg wołyński musiał radzić sobie sam. Komendant okręgu nakierował wysiłki na organizację samoobrony. Decyzję o formowaniu oddziałów partyzanckich podjęto 20 lipca 1943 r., a więc w trakcie szczytowego okresu mordów. Łącznie zorganizowano 9 oddziałów partyzanckich. W styczniu 1944 r. sformowano największą jednostkę partyzancką okupowanej Polski – 27 Wołyńską Dywizję Piechoty AK. Uchroniło to w dużym stopniu Polaków od dalszych pogromów, gdyż w rejonie koncentracji Dywizji przebywało ok. 15 tys. osób polskiej narodowości, a sama jednostka (licząca w szczytowym momencie 7 tys. żołnierzy) toczyła walki z UPA. Zbrodnia Wołyńska była tylko pewnym etapem w rozprawie z polskością na Kresach wschodnich Rzeczpospolitej. W 1944 r. ukraiński terror przeniósł się do Galicji Wschodniej, do województw lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego, a także na Lubelszczyznę. OUN dążyła do wyeliminowania praktycznie całej ludności polskiej, po to żeby po wojnie Polska nie wykorzystała jej obecności w trakcie pertraktacji dotyczących granic. Mordowano Polaków jeszcze w 1945 r.

Fot. Polscy pasażerowie pociągu na trasie Bełżec-Rawa Ruska zamordowani przez UPA po jego zatrzymaniu

Zbrodnicza działalność ukraińskich nacjonalistów w latach 1942 – 1945 w stosunku do polskiej ludności przyniosła według ostrożnych szacunków ok. 100 tys. ofiar – 40-60 tys. na Wołyniu, 30-40 tys. w Małopolsce Wschodniej i co najmniej 4 tys. na terytorium dzisiejszego państwa polskiego. Niemal 500 tys. Polaków zostało zmuszonych do ucieczki ze swych domów. Polskie działania odwetowe przyniosły śmierć 10-12 tys. Ukraińców. Z około 2500 miejscowości na Wołyniu, w których zamieszkiwali Polacy 1500 przestało istnieć, w ich miejscu nie ma dziś najmniejszego śladu polskiej obecności. Sprawa ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, całej eksterminacyjnej działalności ukraińskich nacjonalistów dzieli Polskę i Ukrainę i będzie tak zapewne jeszcze długo. Ostatnie wydarzenia na Ukrainie sprawiły, że nacjonalizm banderowski zaczyna odżywać – imieniem Bandery nazywane są ulice, coraz więcej młodych Ukraińców widzi w nim swego bohatera. Okazuje się, że Ukraińcy, nie mogący się odwołać do długiej historii i kultury, uczynili z integralnego nacjonalizmu główny czynnik służący legitymizacji niepodległości Ukrainy. Dobitnie wyraził to prof. Włodzimierz Pawluczuk: „[...] nie byłoby jednak niepodległej Ukrainy, nie byłoby historii narodu ukraińskiego jako narodu politycznego, walczącego o pełną niepodległość, gdyby nie nacjonaliści […], gdyby nie narodowy fanatyzm jednostek opętanych szaleńczą ideą stworzenia z amorficznej ''ruskiej'' masy bitnego, znaczącego dziejowo narodu. Los Ukrainy byłby podobny do losu Białorusi. Jeśli wykreślić z dziejów Ukrainy zawartość ideową i działalność nacjonalistów, w tym przede wszystkim UPA, to kultura i historia Ukrainy nie zawiera treści, które by dawały szansę na legitymację pełnej niepodległości tego kraju. Dziewiętnastowieczni patrioci Ukrainy […] nic nie mówili o niepodległej Ukrainie i – co więcej – nie myśleli o tym. Ale nie myśleli o tym nawet Hruszewski i Winnyczenko, przywódcy Centralnej Rady Ukrainy w 1917 r., postulując jedynie autonomię Ukrainy w ramach Rosji”. Słowa te powinny stanowić swoiste memento dla wszystkich „ukąszonych przez Giedroycia” i zapatrzonych dziś w Majdan i rzekome zmiany na Ukrainie. Zwłaszcza ludzie odpowiedzialni za polską politykę wschodnią powinni pamiętać o tym, że integralny nacjonalizm ukraiński zawsze w pierwszej kolejności będzie zwrócony przeciw Polsce, tak jak udowodniła to już krwawo historia. Milczenie o Zbrodni Wołyńskiej, milczenie o polskich ofiarach i poświęcanie ich na ołtarzu doraźnej polityki jest co najmniej niewłaściwe.

Daniel Sieczkowski

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas