0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedIsBad Historycznie: Ostatni akord Powstania Styczniowego

Powstanie zabajkalskie, które wybuchło wśród polskich powstańców zesłanych na Syberię po 1863 r., jest niemal nieznane w szerszej świadomości historycznej społeczeństwa. W sytuacji wydawałoby się wręcz beznadziejnej, tysiące kilometrów od Polski, bez broni i zaplecza, w środowisku polskich zesłańców zrodził się plan wywalczenia sobie drogi do Chin i odzyskania w ten sposób wolności. Ten niejako ostatni epizod Powstania Styczniowego świadczy o dwóch rzeczach. Po pierwsze ukazuje nam niezwykłe przywiązanie Polaków do wolności i ogromną żywotność polskiego ducha narodowego, który pozwolił nam przetrwać okres zaborów. Po drugie pozwala nam zrozumieć jak wielkim zagrożeniem dla autokratycznej Rosji (ale też i Prus czy w mniejszym stopniu Austrii), był polski zarazek „dżumy wolności”, który potrafił objawić się nawet na dalekiej Syberii. Warto to wydarzenie przywrócić polskiej pamięci zbiorowej i wypełnić lukę o polskich zesłańcach, którzy rzucili nad Bajkałem wyzwanie carskiemu imperium.

Represje po Powstaniu Styczniowym

Śmierć ostatniego dyktatora Powstania Styczniowego Romualda Traugutta, którego wraz z czterema członkami Rządu Narodowego: Rafałem Krajewskim, Józefem Toczyskim, Janem Jeziorańskim i Romanem Żulińskim powieszono 5 sierpnia 1864 r. na stokach warszawskiej Cytadeli kończyła w zasadzie etap zorganizowanej walki przeciw caratowi. Ostatniego dowódcę polowego – księdza Stanisława Brzóskę, który wymykał się z kolejnych obław, Rosjanie ujęli w kwietniu 1865 r., rok po aresztowaniu Traugutta. Nastąpiły carskie represje – konfiskaty majątków, wyroki śmierci, zesłania na Syberię. Liczbę zesłańców szacuje się na 20-25 tys. osób, choć znawca tematu prof. Stefan Kieniewicz w swej monografii dotyczącej Powstania Styczniowego podaje liczbę 38 tys. Wśród zesłańców znaleźli się przedstawiciele wszystkich nieomal warstw społecznych i zawodów, a także ziemianie, księża i niekiedy chłopi. Zesłańców dzielono na katorżników i skazanych na osiedlenie. Wbrew pozorom katorga była lepszym wyjściem, gdyż Rosjanie nie umieli należycie zorganizować pracy dla tak wielkiej ilości osób. Dzięki temu spora część katorżników nie pracowała, a jeśli tylko podołali surowym warunkom klimatycznym, to po jakimś czasie mogli liczyć nawet na powrót do Europy. Osiedleńcy natomiast mieli utrudniony dostęp do amnestii i o wiele mniej osób z tej grupy powróciło z Syberii.

Fot. Symboliczna scena pożegnania z Europą, smutny obrzęd powtarzany przez polskich zesłańców

Z biegiem czasu okazało się, że ten masowy napływ przymusowych osiedleńców wyszedł miejscowym na dobre. Polacy ze swą kulturą doprowadzili do podniesienia cywilizacyjnego Syberii na polu gospodarczym, umysłowym i artystycznym. Kiedy w 1883 r. amnestia zwalniała polskich zesłańców i zezwalała im na powrót do ojczyzny, irkucka gazeta „Sybir” pisała z wdzięcznością o Polakach, twierdząc że „Do obyczajów i stosunków narodu i społeczeństwa sybirskiego przez czas swego 20-letniego pobytu na Syberii wnieśli Polacy-zesłańcy polityczni niektóre swe narodowe sympatyczne przymioty, jak to grzeczność, wstrzemięźliwość, jak i nadzwyczaj ludzkie, od razu w oczy rzucające się obchodzenie ze służbą (…) Niepodobna pominąć milczeniem prac uczonych, znanych naturalistów i geologów pośród zesłanych Polaków, np. Czekanowskiego, Dybowskiego, Czerskiego i innych. Niepodobna zapomnieć również wielu lekarzy Polaków, którzy życiem przypłacili praktykę lekarską (…) Syberia wie o tych zasługach i umie ocenić zasługi Polaków (...)”. Oprócz tego Syberia była też świadkiem przejawów buntowniczego ducha polskiego. Najbardziej spektakularnym wyrazem takiej postawy były wydarzenia do których doszło w czerwcu 1866 r. nad Bajkałem.

Polska konspiracja nad Bajkałem

W latach 1864-1866 wśród polskich, ale też i rosyjskich więźniów caratu rodziły się spiski i konspiracje, których głównym celem była ucieczka z zesłania. W lutym 1864 r., a więc kiedy jeszcze trwały walki powstańcze w Królestwie Polskim, do władz carskich doszła wiadomość o planowanym przez Polaków do spółki z Baszkirami powstaniu w Ufie i Czelabińsku. Ślady tego znajdują się w zeznaniach jednego z zesłańców - Andrijewskiego (Andrzejowskiego). W październiku 1865 r. zeznał przed carskimi śledczymi, że Polacy tylko czekają na pojawienie się Langiewicza by porwać za broń. Wśród zesłańców formowały się różnego rodzaju komitety i zrzeszenia i przez to Polacy nawet na Syberii stanowili poważny problem dla władz carskich, co znajdowało odzwierciedlenie w raportach gubernatorów. Korsakow, generał-gubernator Syberii Wschodniej, w swym opracowaniu pt. „Przegląd aktualnego kierunku i działalności zesłańców politycznych” pisał że pierwsza organizacja spiskowa pojawiła w 1864 r. w Tobolsku. Przywódcą konspiracji był Dominik Bociarski, zesłany w maju 1863 r. Inna grupa powstała na przełomie 1864/1865 r. w Tomsku. Na jej czele stał zesłaniec z Litwy – Zygmunt Minejko, któremu udało się zamienić dokumentami z innym zesłańcem i pozostać w Tomsku. Tam zajął się przygotowaniami do „powstania wspólnymi siłami razem z Polakami w celu obalenia istniejącego porządku”, jak ujął to Korsakow. Obok Minejki aktywnymi członkami spisku byli Antoni Grabowski i Iwan Gajbulin. Tan drugi miał przeciągnąć „na stronę polskich propagandystów syberyjskich Tatarów”. Carska policja wpadła na trop spisku i organizacja została rozbita, Minejko zdołał uciec z Syberii, Grabowski został aresztowany, a Gajbulin ukrył się.

Fot. Carska "kibitka" - wóz więzienny, którym przewożono skazańców

Kolejny spisek zawiązał się w sierpniu 1865 r. W historiografii przyjęło się go nazywać spiskiem krasnojarsko-kańskim. Wśród jego uczestników znaleźli się polscy i rosyjscy zesłańcy. Wśród jego pierwszych konspiratorów należy wymienić w pierwszej kolejności płk. Walentego Lewandowskiego, uczestnika powstania węgierskiego 1848-1849, naczelnika na Podlasiu w Powstaniu Styczniowym, Józefa Szlenkiera, pochodzącego z bogatej warszawskiej rodziny kupieckiej oraz Antoniego Głowackiego i Zygmunta Kolbę. Na jesieni 1865 r. dołączyli do nich Paweł Landowski i Mikołaj Sierno-Sołowiewicz. Pierwszy był naczelnikiem warszawskiej żandarmerii narodowej, uczestnikiem zamachu na namiestnika carskiego Berga i przykładem dobrowolnego wyboru polskości – Landowski był Żydem z pochodzenia. Drugi był aktywnym członkiem „Ziemli i Woli” - rosyjskiej organizacji rewolucyjnej. Wkrótce tych dwóch zdominowało spisek. Oprócz nich można wymienić jeszcze Józefa Ratyńskiego, Karola Nowakowskiego (organizatora manifestacji patriotycznych w 1861 r.). Celem konspiracji było wywołanie powstania antycarskiego i wciągnięcie do niego miejscowej ludności oraz mniejszości narodowych. Liczono szczególnie na separatyzmy, które ujawniały się wśród części oficerów i kupiectwa syberyjskiego. W raporcie ppłk. żandarmerii Rykaczowa znalazło się stwierdzenie, że Polacy prowadzą „agitację rewolucyjną” wśród zesłańców.

Fot. Pochód na Sybir w wizji Artura Grottgera

Na trop spisku krasnojarsko-kańskiego carska policja natknęła się w styczniu 1866 r. Podjęto działania zmierzające do rozpoznania struktur, obsady i zamierzeń konspiracji, posługując się prowokatorami. Jednym z nich był Józef Suliński (Sulimski), który ciesząc się zaufaniem zdołał przeniknąć do organizacji i zająć funkcję naczelnika w kraju krasnojarskim. Posłano także za nim drugiego agenta – Zacharewicza, który miał kontrolować Sulińskiego, gdyż temu ostatniemu carska policja nie dowierzała – był zesłany na Syberię z powodów politycznych. Suliński jednakże wywiązał się z zadania postawionego przez policję i wkrótce nastąpiły pierwsze aresztowania. Okazało się, że organizacja spiskowa działała z dość dużym rozmachem. Przygotowywano sieć konspiracyjną, starano się pozyskiwać broń. Płk Lewandowski był przewidywany na głównodowodzącego, a ruch miał objąć zarówno Syberię Wschodnią, jak i zachodnią. O sprycie Polaków świadczy też fakt wykorzystywania państwowej sieci telegraficznej do przesyłania korespondencji konspiracyjnej. Datę wybuchu wyznaczono na 1 marca 1866 r. Zamierzano utworzyć dużą i rozgałęzioną organizację, która byłaby zdolna do przewodzenia ruchowi masowemu. Planowano także wciągnąć do działania grupy miejscowej ludności. Powstanie miało zacząć się w okręgu kańskim i objąć m.in. Krasnojarsk, Irkuck, Jenisiejsk. Nie jest natomiast do końca jasne co planowano na kolejnym etapie walki, gdyby początek powstania był udany. Niektórzy z pamiętnikarzy twierdzą, iż chciano obalić carat, inni zaś, że celem było utworzenie z oderwanych od Rosji ziem Stanów Syberyjskich lub ucieczka za granicę i odzyskanie wolności. Aresztowania zastopowały działalność spiskową, która zakończyła się na próbie nawiązania kontaktów i gromadzeniu broni. Władze carskie nie wytoczyły konspiratorom procesu obawiając się zbędnego rozgłosu i prawdopodobnie kompromitacji w postaci faktu spiskowania Polaków nawet na Syberii i „zarażania” ideą wolności innych ludów zamieszkujących Syberię. Aresztowania rozbiły sieć konspiracyjną, spiskowców poprzesiedlano w różne miejsca. Nie stanowiło to wszakże końca przedsięwzięć mających na celu wywalczenie wolności. Na główny ośrodek irredenty wyrósł Irkuck, w którym przebywało około 2000 Polaków skazanych na katorgę, jakkolwiek zapatrywania wszystkich na kwestię walki zbrojnej nie były jednakowe. Wśród zesłańców nastąpił swego rodzaju podział, analogiczny do czasów przed Powstaniem Styczniowym - „czerwoni” parli do walki, „biali” hamowali te zapędy. Jedni nie chcieli zaczynać przedsięwzięcia zbrojnego, po cichu licząc na skrócenie kary poprzez kolejną amnestię, drudzy zaś wciąż konspirowali. Nie uszło to uwadze władz carskich. W raporcie z kwietnia 1866 r. oficer żandarmerii gen. Politkowski pisał: „Sami zesłani Polacy w ostatnim czasie podzielili się na dwa obozy: jedni życzą sobie widocznie spokojnego życia i spokojnego urządzenia się, inni burzą się, popełniają niedorzeczności, organizują schadzki i wymyślają różne szaleńcze i nierealne projekty”.

Jedną z głównych postaci przygotowujących powstanie był Narcyz Celiński, który do Irkucka przybył w kwietniu 1866 r. Towarzyszyli mu w tych działaniach inni, m.in. Kazimierz Arcimowicz. Ponadto starano się zaangażować zesłańców z innych ośrodków – tu należy wymienić Gustawa Szaramowicza, działającego w nieodległej od Irkucka Listwiennicznej; Szaramowicz, powstaniec styczniowy, skazany na 10 lat katorgi, który za próbę ucieczki z kijowskiego więzienia dostał podwyższenie wyroku do 15 lat, później będzie odgrywał pierwszoplanową rolę w powstaniu. Działania miały się rozpocząć 3 maja 1866 r., w rocznicę uchwalenia polskiej konstytucji, jednakże Celiński doszedł do wniosku, że rozpoczynanie walki w Irkucku, gdzie na 2 tys. zesłańców przypadał 4-tysięczny garnizon wojska, jest niemożliwością. Założono, że najlepiej jeśli ruch rozpocznie się z dala od rejonów stacjonowania większych sił rosyjskich. W międzyczasie nadeszła wiadomość o decyzji władz o wysłaniu kilkuset więźniów na południowy brzeg Bajkału do prac przy budowie drogi. Było to związane z napiętą sytuacją w samym Irkucku. Władze wiedziały o nastrojach wśród zesłańców i starały się je na bieżąco kontrolować – temu służył „Komitet Nadzoru nad Przestępcami Politycznymi” oraz sieć konfidentów. Wysłanie więźniów w mniejszych grupach nad Bajkał miało w zamierzeniu władz carskich osłabić siły buntowników. Tam też zesłańcy postanowili podjąć próbę walki o swą wolność. Plan wyglądał w ten sposób, że po rozbrojeniu konwojentów i utworzeniu oddziałów powstańcy mieli poruszać się na wschód, w stronę Wierchnieudyńska, gdzie znajdował się skład broni, a następnie w stronę granicy chińskiej. Była to wersja minimum. Jeśli natomiast udałoby się opanować Wierchnieudyńsk i zdobyć duże ilości broni, wówczas planowano iść na Irkuck, Krasnojarsk i Tomsk, by wyzwolić rodaków. Liczono na poparcie miejscowej ludności, tak ażeby udało się zgromadzić 5-6 tys. ludzi pod bronią. Pojawiły się nawet zamysły, że powstanie wywołane obejmie całą Syberię i doprowadzi do upadku caratu i pomoże oswobodzić Królestwo Polskie. Jak zeznawał później Arcimowicz „Liczyliśmy na to, że zaczęty tutaj ruch będzie miał oddźwięk w Królestwie i Kraju Zachodnim; w wypadku, gdyby Rosja wwiązała się w wojnę austriacko-pruską, nasz ruch rozdzieliłby jej siły i tym samym ułatwiłby ruch w Królestwie ... Przy układaniu wszystkich tych planów liczyliśmy na więźniów i na ludność, która, jak nam mówiono, jest niezadowolona z rządu i przy pierwszym poruszeniu połączy się i pójdzie z nami”. 16 kwietnia 1866 r. miała miejsce carska amnestia, która skazanym na dożywocie obniżała kary do 10 lat, innym skracała wyroki o połowę, a tym z wyrokami poniżej 6 lat zezwalała na powrót do europejskiej części Rosji. To spowodowało osłabienie sił i determinacji powstańców. Mimo to nie zrezygnowano z planu całkowicie, do poszczególnych grup więźniów wysyłanych nad Bajkał wysłano organizatorów, którzy mieli przygotować ludzi na wybuch powstania.

Wybuch powstania

Wysyłanie więźniów na drogę krugobajkalską rozpoczęto w pierwszych dniach czerwca. Grupy liczyły od 50 do 100 osób, których pilnowało 5-6 konwojentów. Na południowym brzegu Bajkału znalazło się 721 więźniów, których pilnowało 138 strażników. Zesłańcy, podzieleni na szlachtę i pochodzących z innych stanów, nie podjęli pracy przy budowie drogi, urządzając obozowiska i przeprowadzając narady wśród spiskowców. Jedna z nich odbyła się kilka dni po przybyciu nad Bajkał. Wzięli w niej udział Szaramowicz, Arcimowicz, Leopold Eliaszewicz i Edward Wroński. Oczekiwano na Celińskiego, który był przewidziany na wodza powstania. Tymczasem Celiński po dotarciu do miejscowości Miszycha, w której przebywała część z więźniów wykazująca niechęć do walki i zapoznając się z miejscowymi warunkami, postanowił nie dołączać do Szaramowicza i pozostałych spiskowców. Mimo tego postanowili oni rozpocząć powstanie w terminie wcześniej ustalonym – w nocy z 24 na 25 czerwca 1866 r. 24 czerwca 1866 r. około godziny 20 Arcimowicz zebrał w Kułtuku swoją partię i odczytał proklamację wzywającą do walki. Zabito 7 żołnierzy i ruszono w liczbie 48 osób do kolejnych punktów rozmieszczenia zesłańców. Rekwirowano broń, konie, żywność, zrywano linie telegraficzne. Powstańcy ogłosili się Syberyjskim Legionem Wolnych Polaków. W Murynie Arcimowicz spotkał się z Eliaszewiczem i Szaramowiczem, któremu przekazał komendę nad swoim oddziałem. Szaramowicz stawiał sprawę jasno: „Mamy przed sobą dwie drogi, albo zdechnąć jak bydło wśród ciężkiej pracy, albo spróbować uwolnić się: jeśli nawet zginiemy, to z orężem w ręku, walcząc o swą wolność”. Do granicy chińskiej było ok. 150 km. Rzeczą najważniejszą było wyjście z wąwozu drogi krugobajkalskiej i wyjście na równinę. Władze rosyjskie dowiedziały się dość szybko o wybuchu powstania. Kierownictwo nad akcją antypowstańczą objął gen. Szełasznikow, cały rejon Irkucka postawiono na nogi, ściągano wszelkie dostępne posiłki wojskowe, zawiadomiono także wojskowego gubernatora kraju zabajkalskiego. Postanowiono odciąć powstańców od granicy chińskiej i zablokować ich w górach, gdzie liczono na pokonanie ich głodem. Tymczasem powstańcy z Eliaszewiczem dotarli do Miszychy, gdzie spotkali się z Celińskim, który niechętnie dał się przekonać do wzięcia udziału w walce, jednak dowództwa nie objął. Przybył także Szaramowicz. Do pierwszego starcia zbrojnego doszło w Lichanowej, na drodze do Posolska. Tam oddział Rejnera starł się z siłami por. von Kern. Walka trwała 3 godziny, po czym Rejner ruszył w stronę Posolska, skąd nadciągały już wojska mjr. Rika. Nie podejmując walki powstańcy zawrócili do Miszychy, przynosząc wieść o zbliżających się Rosjanach. W międzyczasie doszło do konfliktu pomiędzy Celińskim a Szaramowiczem. Ten pierwszy postulował zebranie prowiantu i ucieczkę w góry z celem przedarcia się do granicy chińskiej. Szaramowicz miał ostro zareplikować tymi słowami: „nie po to żeśmy powstali, by chować się przed wrogami”. Ostatecznie zdecydowano o wyjściu naprzeciw wojskom carskim. Siły powstańcze zostały podzielone na kawalerię (dowodził Eliaszewicz), strzelców (Kotkowski i Pankowski) oraz kosynierów (Arcimowicz i Kierenkowski). Stan uzbrojenia był zły – większość stanowili kosynierzy, strzelców było około 70. Z 721 zesłańców do walki przystąpiło około 250 z nich.

Fot. Mapa z zaznaczonymi działaniami powstańczymi

Wojska rosyjskie powiększały swój stan liczebny. 28 czerwca po południu powstańcy opuścili Miszychę, kierując się na Lichanową. Do kolejnego starcia z Rosjanami doszło nad niewielką rzeką Bystrą. Słabo uzbrojeni powstańcy nie mogli wytrzymać konfrontacji z regularnym wojskiem i zostali rozproszeni. Udało się zebrać ich z powrotem w liczbie 170, reszta poddała się Rosjanom bądź próbowała ucieczki na własną ręką, która i tak kończyła się złapaniem przez żołnierzy cara lub Buriatów. Ci, którzy zebrali się ponownie zostali podzieleni na trzy oddziały. Jednym dowodził Szaramowicz, drugim Kotkowski, a trzecim Celiński. Postanowiono kierować się w stronę granicy z Chinami. Najlepiej zaopatrzony w żywność był oddział Celińskiego, pozostałym dwóm dokuczał głód. 9 lipca oddział Celińskiego stoczył potyczkę z Kozakami, po której powstańców znów rozproszono. Przez kolejnych kilkanaście dni grupki powstańców tułały się po tajdze, otoczeni przez przeważające siły carskie. Ostatecznie powstanie zlikwidowano 25 lipca 1866 r. Poległo w walce 38 Polaków, 12 zmarło z chorób, 2 zaginęło bez wieści. Wszystkich zesłańców przewieziono do Irkucka, aby postawić ich przed komisją śledczą, którą powołano specjalnie w tym celu 21 lipca czyli jeszcze przed ostateczną kapitulacją powstańców. Na jej czele stanął gen. Oldenburg. Śledztwo trwało do początków października, a jego wyniki zawierały się w 9 tomach akt. Stwierdzono, że powstanie nie było aktem rozpaczy, lecz skrupulatnie przygotowaną akcją. Głównymi oskarżonymi o przygotowanie spisku byli Szaramowicz, Celiński, Eliaszewicz, Arcimowicz, Wroński, Kotkowski, Dzierżanowski, Wilczewski, Rejner.

Epilog

Rozprawa odbyła się 24 października 1866 r. Na czele sądu stał gen. Sofianow. 9 listopada zapadł wyrok. Szaramowicz, Celiński, Rejner, Arcimowicz, Kotkowski, Eliaszewicz i Wroński zostali skazani na karę śmierci. Pozostali zostali skazani na chłostę, dożywotnią katorgę, przeniesienie do cięższych robót, zaś 260 uniewinniono. Łącznie sądzono 683 uczestników walk. Wyroki miał zatwierdzić Korsakow. Ten zamienił karę śmierci dla Arcimowicza i Eliaszewicza na dożywotnią katorgę, Wroński zaś dostał 20 lat. Pozostałych miano rozstrzelać 14 listopada, później egzekucję przesunięto na 15. Szaramowicza, Celińskiego, Kotkowskiego i Rejnera rozstrzelano tego dnia o godzinie 10 rano. Według świadków egzekucji mieli oni zakrzyknąć na chwilę przed śmiercią „Jeszcze Polska nie zginęła!”

Fot. Krzyż upamiętniający polskich powstańców nad Bajkałem

O wykonaniu wyroku zawiadomiono cara w Petersburgu. Skazańcom pozwolono napisać listy do rodzin, które wszakże nie zostały im dostarczone. Przeczytali je za to Rosjanie. Został nawet sporządzony raport, w którym można przeczytać, że „Główni przywódcy buntu polskich przestępców politycznych na drodze krugobajkalskiej, po ogłoszeniu im wyroku sądu skazującego ich na rozstrzelanie, napisali do swoich krewnych listy , w których zawiadamiając ich o bliskiej swojej śmierci, nie wyrażają w najmniejszym choćby stopniu skruchy, a żałują tylko swego kraju i tego, że kości ich pozostaną na obcej ziemi”. Powstanie zabajkalskie było ostatnim epizodem Powstania Styczniowego i nie powinno się traktować ich osobno. Było także kresem romantycznej wizji walki do końca, wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Wstąpiła w to miejsce wśród zesłańców postawa pozytywistyczna, zawierająca się w przekonaniu przetrwania, doczekania się amnestii, powrotu do kraju, a dawanie przykładu moralnego miało być swego rodzaju służbą Polsce. Powstanie zabajkalskie wywołało też oddźwięk za granicami carskiego imperium – polska emigracja na Zachodzie postulowała pozorozumienie się z francuskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, które miały z władzami chińskimi załatwić powrót powstańców do Europy. We Lwowie kolportowano ulotkę pt. „Pamięci rodaków katorżników”, w której pisano m.in., że „[…] ani głód ani wysilenie ani choroba ani męki żadne ani wichry ścinające ani spieki mózg wypalające nie zdołały ściąć tej siły uczucia, nie zdołały wypalić tej myśli ciągłej o ojczyźnie, nie zdołały zabić ducha Polski!”. Kornel Ujejski poświęcił im wiersz pt. „Na zgon rozstrzelanych w Irkucku”. Co ciekawe miejsce potyczki pod Miszychą upamiętnili sami Rosjanie wkrótce po powstaniu. Postawili oni tam katolicki krzyż i napis, głoszący, że „Tu są pogrzebani zbuntowani polscy powstańcy, zabici podczas strzelaniny 28 czerwca 1866”. W Rosji zbrojny ruch Polaków na Syberii spowodował poprawę warunków bytowych zesłańców, gdyż władze carskie obawiały się kolejnych rozruchów i spisków. Potwierdzeniem tego niech będą słowa księcia Kropotkina, świadka tamtych wydarzeń. Zauważył on, iż „W ciągu ostatnich stu lat zesłano na Sybir niemało rosyjskich wygnańców politycznych, ale – zgodnie z charakterystyczną cechą ludu rosyjskiego – poddawali się oni spokojnie swemu losowi i nigdy nie buntowali się. Pozwalali zabijać się powolną śmiercią i nie próbowali nawet odzyskać wolności. Polacy zaś – niech to będzie powiedziane im na chwałę – nigdy nie znosili swego losu z taką pokorą”. Choć po 1990 r. na Grobie Nieznanego Żołnierza pojawiła się tablica z napisem „Powstanie zabajkalskie – czerwiec 1866”, to ono samo praktycznie nie istnieje w szerszej świadomości historycznej Polaków. Warto je przypomnieć, żeby spłacić dług wobec tych dzielnych ludzi, którzy odważyli się walczyć o swą wolność w głębi ogromnego carskiego imperium oraz poczuć dumę z faktu, że Polacy w każdych warunkach potrafili być ludźmi dumnymi.

Daniel Sieczkowski

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas