0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedisBad Historycznie: "Żuawi Śmierci"

Powstanie Styczniowe, które wybuchło w nocy z 22/23 stycznia 1863 roku, było z wojskowego punktu widzenia wojną partyzancką. Po jednej stronie regularne, jednolicie umundurowane i uzbrojone siły rosyjskie, po drugiej powstańcze „partie” czyli oddziały, w których można było dostrzec przeróżne mundury i broń. Jednak i polskiej stronie udało się stworzyć jednostkę jednolicie umundurowaną i uzbrojoną, która wsławiła się na polach bitew powstania. Tą jednostką byli „żuawi śmierci”.

Geneza formacji

Nazwa „żuaw” pochodzi od nazwy algierskiego plemienia Kabylów - zuãwa. W 1831 roku, w okresie zdobywania Algierii przez Francję, utworzono z nich oddziały lekkiej piechoty. Już wtedy charakteryzowali się swoistym umundurowaniem, w skład którego wchodziły m.in. szerokie spodnie, ściągane przy kostce i fez czyli wschodnie nakrycie głowy w kształcie ściętego stożka, zakończonego czarnym frędzlem. Żuawi brali udział w wojnie krymskiej, wojnie francusko-austriackiej, w czasie interwencji francuskiej w Meksyku.

Fot. Franciszek Rochebrune

Twórcą polskiego oddziału żuawów był Franciszek Rochebrune, Francuz służący niegdyś w armii francuskiej, który od 1862 roku prowadził w Krakowie szkołę fechtunku. Stał się pomysłodawcą najbardziej charakterystycznego oddziału Powstania Styczniowego i jego dowódcą. Po wybuchu walk wyruszył z Galicji wraz ze swymi wychowankami, wśród których byli studenci, gimnazjaliści, rzemieślnicy i po przekroczeniu granicy z Królestwem Polskim dotarł do Ojcowa. Tam formowały się oddziały pod dowództwem płk. Apolinarego Kurowskiego. Z ochotników przyprowadzonych przez Rochebrune'a utworzono, liczący 122 osoby, oddział, który przyjął nazwę „Żuawów Śmierci”. Pozwolono mu także wybierać najlepszych spośród żołnierzy Kurowskiego. Żuawi nie byli zobowiązani do pełnienia służby obozowej, lecz w zamian za to ciągle ćwiczyli musztrę i strzelanie. Skąd nazwa „Żuawi Śmierci”? Przede wszystkim wynikało to ze słów przysięgi – żuaw miał zwyciężyć albo zginąć. 11 lutego 1863 r. podczas mszy świętej, sprawowanej w obozie, kapelan – ks. Paweł Kamiński – poświęcił sztandar, na który pierwsi z żuawów złożyli przysięgę. Wyróżniała ich jednak nie tylko nazwa, ale i mundury.

Fot. Płk Apolinary Kurowski

Każdy żuaw ubrany był w czarną sukienną kamizelkę z naszytym dużym białym krzyżem, bufiaste spodnie do kostek, czarny surdut bez kołnierza, buty z cholewami i czerwony fez obszyty białym barankiem. Oficerowie zamiast surdutów nosili kurtki, a na fezach mieli kokardy w polskich barwach z orłem. Stopnie oficerskie były wyszywane na rękawach złotą (u oficerów) lub żółtą (u podoficerów) taśmą. Na uzbrojenie składał się tornister, pas z ładownicami, karabin kapiszonowy z bagnetem, sztylet, manierka i rewolwer kapiszonowy. Jednostka miała także swój sztandar – biały krzyż naszyty na czarnym tle, z szarfami biało-czerwonymi na których widniał napis „W imię Boże – r. 1863”.

Fot. Od lewej oficer żuawów, następnie szeregowy; z prawej strony fez oficerski

Całość symboliki odpowiadała tamtym czasom i położeniu naszego narodu, który „w żałobie, z modlitwą na ustach podjął śmiertelną walkę z potężnym wrogiem”.

Walki i rozwiązanie oddziału

W oddziale panowała żelazna dyscyplina i wysokie morale, przyjmowani byli tylko najlepsi i z własną bronią, po selekcji dokonanej przez samego dowódcę. Wytworzył się swoisty „esprit de corps”, „duch oddziału”, którego elementem, oprócz jednolitego umundurowania, była ceremonia zaprzysiężenia nowego żuawa. Wytworzyły się braterskie stosunki, co było niezwykle ważne na placu boju. Wkrótce Żuawi Śmierci wykazali, iż faktycznie są jednostką elitarną. Pierwszą bitwą, w jakiej wzięli udział było starcie pod Miechowem 17 lutego 1863 roku. Rosjanie zostali zaatakowani przez żuawów z impetem, w walce na bagnety. Atak ten oszołomił Moskali tak, że po bitwie żuawi wyciągali z ich rąk karabiny. Opis bitwy pozostawił jeden z żuawów – Edward Webersfeld: „[...] Jeszcześmy nie stanęli na wale pewną nogą, gdy z położonego pod samym jego brzegiem cmentarza posypał się na nas grad kul nieprzyjacielskich, dziesiątkując atakujących. Moskale przyczajeni w pojedynkę za mogiłami, nagrobkami i drzewami, wytrzymali spokojnie pojawienie się kilku naszych z Rochebrunem na wale, czekając z salwą na wystąpienie liczniejszych sił. Nie mieli jednak czasu nabić broni do drugiego strzału, bo żuawi zwalili się jak huragan na cmentarz, wpadli na rozrzuconych po nim i na kolby i pięści poczęli się zmagać z osłupiałymi na taki sposób walki sołdatami”. Bitwa jednakże zakończyła się przegraną powstańców. Z żuawów przeżyło tylko kilkunastu, w tym sam Rochebrune. Wrócił on do Krakowa aby z nowych ochotników odtworzyć oddział. Odczucia żuawów w trakcie walk tak wspominał jeden z nich: „Myśmy ciągle szli naprzód, a straszny to był pochód wśród tego ogłuszającego huku, świstu, wśród tego wycia gradu kul, wśród tej atmosfery dymem i zapachem prochu nasyconej, słysząc krzyk i jęk padających w sąsiedztwie kolegów! Myśmy szli, nie zwracając na nic uwagi, nabijając broń i strzelając tam, skąd błysk się pokazywał. Ja idąc prawie w środku czystego zrębu, krzyczałem: "karabiny równo od ziemi", bo to zasada na bliski dystans, aby strzały były celne; inni krzyczeli "hurra", inni znów zachęcali ze swej strony do marszu na Moskali. Był to, jednym słowem, straszny pochód, pełen brawury i lekceważenia życia, wśród tak ciężkich warunków dla młodego i nieostrzelanego żołnierza. Ale entuzjazm, idea, ożywiająca nasze szeregi, przeświadczenie o zwycięstwie, pchały naprzód każdego. Szliśmy więc i strzelali, szliśmy i krzyczeli, szliśmy ciągle naprzód na Moskali”. Żołnierze rosyjscy mawiali z przestrachem i zarazem podziwem, iż „czarna rota walczy bez pardonu”.
Od 7 marca 1863 roku formowano Pułk Żuawów Śmierci w obozie Mariana Langiewicza pod Goszczą (ostatecznie nie osiągnął takiego stanu – powstał batalion w sile ok. 400 ludzi).

Fot. Pieczęć oddziału

Oddział podzielono na 2 kompanie: jedną dowodził Irlandczyk Tytus O'Brien „Drzymała”, drugą zaś hr. Wojciech Komorowski Następne bitwy, w których wyróżnili się żołnierze z białymi krzyżami na piersiach to 17 marca 1863 roku pod Chrobrzem, gdzie będąc w straży tylniej ugrupowania powstańczego odparli atak rosyjskich dragonów i 18 marca pod Grochowiskami, gdzie stawiali zacięty opór w okrążeniu, przejmując na siebie ciężar całej polskiej obrony. Tym razem jednak Rosjan odparto. W drugiej dekadzie marca oddział, jako zwarta jednostka, przestał de facto istnieć, co związane było z wyjazdem Rochebruna i Langiewicza. Francuz rozczarowany był polityką powstańczych władz, pewną rolę odgrywały też jego ambicje, gdyż myślał iż zostanie „wodzem naczelnym”. Poległ podczas wojny francusko-pruskiej w 1870 roku. Szlak bojowy żuawów jako zwartej jednostki zakończył się w boju pod Krzykawką, nieopodal Olkusza. Pozostali wierni swej przysiędze do końca – ostatnich 21 poległo właśnie tam, w maju 1863 roku, choć niektóre źródła wskazują, że żuawi mogli walczyć jeszcze 28 lipca w boju pod Rudnikami na Kielecczyźnie. I choć oddział istniał tylko kilka tygodni, to legenda przetrwała do dziś.

Daniel Sieczkowski

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas