0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedIsBad Historycznie: Z dziejów walk 5 Brygady Wileńskiej AK na Pomorzu

5 Wileńska Brygada Armii Krajowej była postrachem komunistów zarówno na Wileńszczyźnie oraz Podlasiu, jak i na Pomorzu. Składała się z doświadczonych żołnierzy, którzy perfekcyjnie opanowali zasadę wojny partyzanckiej – „uderz i odskocz”. Operowanie niewielkimi oddziałami i niezwykła ruchliwość stwarzały wrażenie, że 5 Brygada mjr. „Łupaszki” jest o wiele liczniejsza. Klasycznym przykładem takiej właśnie taktyki jest rajd pod dowództwem ppor. cz. w. Zdzisława Badochy „Żelaznego”, który miał miejsce w maju 1946 r. na Pomorzu.

Odtworzenie 5 Brygady na Podlasiu i Pomorzu

Pierwszy etap działalności partyzanckiej żołnierzy mjr. „Łupaszki” zamknął się pod koniec lipca 1944 r., kiedy w Puszczy Grodzieńskiej, na terenie gminy Porzecze, 5 Brygada została dogoniona przez bolszewików i częściowo rozbrojona. Zdecydowanej większości żołnierzy udało się ujść z kotła. Podzieleni na małe grupki mieli ponownie skoncentrować się w Puszczy Augustowskiej. Ostatecznie 5 Brygadę podporządkowano pod koniec sierpnia 1944 r. komendzie Białostockiego Okręgu AK, który w lutym 1945 r. został przekształcony przez komendanta Okręgu ppłk. Władysława Liniarskiego „Mścisława” w Armię Krajową Obywateli (zamiennie stosowano termin Obywatelska Armia Krajowa), lokalną strukturę konspiracyjną, bazującą na dotychczasowej siatce.

Fot. Ppłk Władysław Liniarski "Mścisław", komendant Okręgu Białostockiego AK-AKO

Okres zimy 1944/1945 jednostka, sprowadzona do rozmiarów kadrowych, spędziła na kwaterach konspiracyjnych z uwagi na obecność licznych sił sowieckich w terenie. Na początku kwietnia 1945 r., kiedy wojska sowieckie odpłynęły wraz z frontem na zachód, odtworzona 5 Brygada wyruszyła w pole. Stan początkowo wynosił 40 żołnierzy, by latem przekroczyć liczbę 250. Jednostka składała się w części z partyzantów z Wileńszczyzny, a także z miejscowych ochotników i dezerterów z „ludowego” Wojska Polskiego, wcielonych siłą. Działania polegały na zwalczaniu konfidentów NKWD i UB, atakowano mniejsze oddziały formacji komunistycznych, likwidowano przestępców, wykonując wyroki śmierci i chłosty, niszczono posterunki UB i MO, o ile milicjanci nadgorliwie służyli komunistycznej władzy zamiast zwalczać plagę pospolitego bandytyzmu (taka akcja miała miejsce m.in. w początkach maja 1945 r. w Boćkach, gdzie w walce z 5 Brygadą zginęło 11 milicjantów, wśród nich 2 enkawudzistów). Niekiedy dochodziło do dużych starć z grupami operacyjnymi NKWD i UB – takim starciem była bitwa w Miodusach Pokrzywnych, stoczona 18 sierpnia 1945 r., podczas której rozbito grupę sowieckiej i polskiej bezpieki, likwidując przy tym „sowietnika” (sowieckiego „doradcę”) Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bielsku Podlaskim majora Gribko. Atakowano także w sprzyjających okolicznościach jednostki Armii Czerwonej – 7 lipca 1945 r. na 1 i 2 szwadron oraz 1 kompanię szturmową, które przebywały we wsi Brzeziny, wjechała kolumna sowieckich aut wojskowych. Sowieci zostali otoczeni, rozbrojeni i rozstrzelani. Okazało się, że kolumna należała do prokuratury wojskowej 5 Armii Pancernej. Sowieccy prokuratorzy wojskowi byli zaliczani przez polskie podziemie niepodległościowe do służb represyjnych, które tępiono z całą bezwzględnością. Wśród rozstrzelanych przez żołnierzy mjr. „Łupaszki” byli m.in. ppłk Paweł Wasiljew oraz 9 innych oficerów, podoficerów i szeregowych. W wolnym czasie żołnierze ćwiczyli musztrę, strzelanie, czytanie map. Po okresie intensywnej działalności na Podlasiu w ramach AKO 5 Brygada została rozformowana jesienią 1945 r. Związane to było z rozwojem sytuacji w okupowanej przez Sowietów Polsce. W obliczu ogromnych sił przeciwnika i braku perspektyw w najbliższym czasie na konflikt pomiędzy aliantami a Związkiem Sowieckim Delegatura Sił Zbrojnych, struktura dowodzona przez płk. Jana Rzepeckiego, wywodząca się ze struktur dawnej Komendy Głównej AK, dążyła do „rozładowania lasów”. 1 sierpnia 1945 r. został aresztowany płk Jan Mazurkiewicz, słynny „Radosław”, pełniący wówczas funkcję Komendanta Obszaru Centralnego DSZ, który pod naciskiem funkcjonariuszy bezpieki wydał z więzienia odezwę do żołnierzy podziemia o ujawnianiu się.

Fot. Kadra 5 Brygady Wileńskiej AK podczas działalności na Białostocczyźnie w 1945 r. Od lewej wachm. Henryk Wieliczko "Lufa", por. Marian Pluciński "Mścisław", mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat" i ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny"

Takie odezwy uzyskano też od innych aresztowanych lokalnych dowódców, w tym ppłk. Liniarskiego, który został aresztowany przez UB w połowie sierpnia 1945 r. Mjr „Łupaszka” postanowił rozformować Brygadę, lecz nie ujawniać się przed komisjami UB. Potrzebne były dokumenty, ubrania cywilne i pieniądze dla żołnierzy, aby mogli „wtopić” się w cywilne życie. Na początku września (w dniach 7-8) odbyła się ostatnia koncentracja szwadronów Brygady w gajówce Stoczek w gminie Poświętne, na której poinformowano o decyzji wyższego dowództwa. Sam mjr „Łupaszka” postanowił walczyć dalej, zachować kontakty z podległymi mu żołnierzami i oficerami oraz odtworzyć Brygadę na innym terenie. Na podjęcie takiej decyzji zapewne miał wpływ fakt nawiązania pod koniec lipca 1945 r. przez łącznika mjr. „Łupaszki” Wacława Beynara „Orszaka” kontaktów w Warszawie z przedstawicielami eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, którym dowodził wówczas mjr Antoni Olechnowicz „Pohorecki”. Następnym terenem działania żołnierzy mjr. „Łupaszki” miało być Pomorze (na Podlasiu pozostał kadrowy oddział na bazie 1 szwadronu, którym dowodził ppor. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”, zaś jego zastępcą był ppor. Władysław Łukasiuk „Młot”; z tego oddziału rozwinie się później 6 Brygada Wileńska AK), gdzie osiadło po ewakuacji zza „linii Curzona” sporo konspiratorów z Wileńszczyzny, samo Wybrzeże zaś, nasycone ludźmi z różnych części kraju, pozwalało na łatwiejsze ukrycie się. Mjr „Łupaszka” z najbliższymi współpracownikami dotarł do Gdańska i rozpoczął poszukiwania możliwości skontaktowania się z „Pohoreckim”. Udało mu się nawiązać z nim kontakt poprzez por. Zygmunta Augustowskiego „Huberta”, starego znajomego ze służby w 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich.

Fot. Ppłk Antoni Olechnowicz "Pohorecki", komendant eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK

Spotkanie „Łupaszki” i „Pohoreckiego” odbyło się w Gdańsku na przełomie października i listopada 1945 r. „Łupaszka” podporządkował się Komendzie Okręgu Wileńskiego, lecz ku jego niezadowoleniu otrzymał polecenie rozformowania oddziału „Wiktora”, pozostającego wciąż na Podlasiu. Mjr „Pohorecki” chciał się skupić bardziej na działalności wywiadowczej i propagandowej. „Łupaszka”, nie rozwiązawszy wszak oddziału „Wiktora”, zgodził się przejąć całość działań propagandowych, na które fundusze miały pochodzić z akcji ekspropriacyjnych na urzędy państwowe. Akcji tych dokonywać miały wydzielone patrole dywersyjne. Sam „Łupaszka” zmuszony był przenieść się z Gdańska do Sztumu. Było to spowodowane przypadkowym zdarzeniem. Na początku listopada 1945 r. pomiędzy „Łupaszką” i jego współpracownikami przebywającymi w restauracji w Gdańsku doszło do awantury z żołnierzami „ludowego” WP. Wszystkich zatrzymała żandarmeria, mjr „Łupaszka” nie został rozpoznany, ale i tak spędził w celi kilkanaście godzin. Obawiając się dekonspiracji przeniósł się do Sztumu, do dawnego znajomego, którym był Marian Romatowki (inne źródła podają nazwisko Romantowski), będący wówczas Komisarzem Ziemskim. Do Sztumu zaczęli przybywać także byli podkomendni majora. Stawili się m.in. ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny”, wachm. Henryk Wieliczko „Lufa”, wachm. Jerzy Lejkowski „Szpagat”, wachm. Leon Smoleński „Zeus”. Patrole dywersyjne powstały w oparciu o żołnierzy 4 szwadronu por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”, który również przybył do Sztumu. Na początku stycznia 1946 r. utworzono trzy takie zespoły. Pierwszy tworzył „Lufa”, „Szpagat” oraz Regina Żylińska „Regina” (łączniczka; w późniejszym okresie po aresztowaniu jej przez UB przyczyni się do wsypania m.in. Danuty Siedzikówny „Inki”).

Fot. Kwit rekwizycyjny, pozostawiany przez żołnierzy mjr. "Łupaszki"

Drugi patrol tworzył „Żelazny” i „Zeus”, trzeci zaś miał utworzyć ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk” (były dowódca kompanii w 4 Brygadzie Wileńskiej). Działalność patroli polegała na zdobywaniu środków finansowych, rekwirowanych w instytucjach państwowych i komunistycznej administracji. Mimo, że komunistyczna propaganda takie działania przedstawiała jako zwykłe „rabunki”, inną motywację żołnierzy podziemia niepodległościowego możemy znaleźć w dokumentach, wytworzonych przez aparat represji. Po akcji na bank w Koszalinie w dniu 18 marca 1946 r. został sporządzony meldunek Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w którym czytamy, że „Jeden z bandytów przed odejściem wyraził się, że nie są bandytami, zaś pieniądze będą użyte przez Armię Polską, która walczy z czerwoną zarazą w celu oswobodzenia od nich tych terenów. Dokument na zrabowane pieniądze był następujący: Pokwitowanie. Kwituję sumę 800.000 złotych zabranych z banku rolnego w Koszalinie na cel Wojska Polskiego. Podpis: D-ca 5-ej Brygady Wileńskiej „Łupaszka” mjr.”. Oprócz pozyskiwania funduszy patrole dywersyjne likwidowały członków PPR, którzy byli nadgorliwymi piewcami nowego ustroju – 16 marca 1946 r. zlikwidowano w Białogardzie Jana Patrycego „za szkodliwą działalność w stosunku do Narodu Polskiego oraz za szerzenie wrogiej propagandy bolszewickiej (...)”, jak głosiła sentencja wyroku podpisanego przez mjr. „Łupaszkę”. Nadchodząca wiosna 1946 r. miała przynieść odtworzenie 5 Brygady Wileńskiej, tym razem walczącej z komunistami na Pomorzu.

Podjęcie działań zbrojnych przez 5 Brygadę na Pomorzu w 1946 r.

Do odtworzenia 5 Brygady doszło w majątku Chojty (Kojty) nieopodal Malborka. Tam przeprowadzono w połowie kwietnia 1946 r. zasadniczą koncentrację żołnierzy podległych mjr. „Łupaszce”. Ściągano tam ludzi z konspiracyjnych lokali w Trójmieście i z tras działania patroli dywersyjnych. Od początku kwietnia w Borach Tucholskich (na działalność bojową wybrano właśnie ten duży kompleks leśny) działał już siedmioosobowy patrol „Lufy”, którego zadaniem było wstępne rozpoznanie terenu. Patrol „Lufy” miał nawiązać współpracę z pracownikami służby leśnej, bez pomocy których nie można było myśleć o utrzymaniu się w Borach Tucholskich, które w przeciwieństwie do Puszczy Białowieskiej były poprzecinane siecią dróg. Nawiązano też styczność z siłami milicji i UB – 1 kwietnia stoczono potyczkę z milicjantami, zaś dzień później zlikwidowano funkcjonariusza UB z Tucholi. Z okazji podjęcia ponownie walki z okupantem mjr „Łupaszka” wydał okolicznościowy rozkaz: „Żołnierze, w dniu dzisiejszym, tj. 14 kwietnia 5-ta Wileńska Brygada wyrusza znowu w teren. Niech ten dzień będzie dla nas dniem pamiętnym, dniem szczęśliwym, że przypadło nam w udziale wyjść z bronią w ręku, po raz trzeci już w czasie tej wojny i walczyć o Wolność tej, która istnieć musi i istnieć nie przestała w naszych sercach polskich. (...)”. Żołnierze! W związku z wyjściem w pole i z trudnościami poruszania się w terenie żądam od was dyscypliny i karności, bezwzględnej karności, która winna objawiać się w rozumieniu przez każdego z was obowiązków na was ciążących i wykonywania ich stuprocentowego. Idziemy, bo nam tak każe obowiązek i sumienie prawdziwego Polaka, a Bóg będzie z nami”. Odtworzona 5 Brygada nie miała stanu etatowego przewidzianego dla tego typu jednostki. Działania na Pomorzu mjr „Łupaszka” rozpoczynał z kilkunastoma żołnierzami: ppor. Zdzisławem Badochą „Żelaznym”, wachm. Leonem Smoleńskim „Zeusem”, wachm. Jerzym Lejkowskim „Szpagatem”, sierż. Olgierdem Christą „Leszkiem”, kpr. Henrykiem Urbanowiczem „Zabawą”, strz. Henrykiem Wojczyńskim „Mercedesem”, kpr. Bogdanem Obuchowskim „Zbyszkiem”, kpr. Tadeuszem Urbanowiczem „Moskito”, strz. Waldemarem Zawadzkim „Ponurym”, st. strz. Henrykiem Kazimierczakiem „Czajką”, strz. Janem Hapem „Sztywnym”, strz. Sykstusem Huszczą „Sykstusem”. Skład uzupełniały Lidia Lwow „Lala” i Danuta Siedzikówna „Inka”. Pierwszym zadaniem było zdobycie środków transportu, dzięki którym możliwe było przerzucenie żołnierzy do Borów Tucholskich. Nieopodal Wielkiego Waplewa urządzono zasadzkę przy drodze, w którą wpadł samochód ciężarowy i osobowy. 15 kwietnia wileńscy partyzanci wyruszyli w stronę Borów Tucholskich, przekraczając Wisłę w okolicach Grudziądza. Oprócz głównego oddziału działały w dalszym ciągu patrole dywersyjne ppor. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” i wachm. Józefa Bandzo „Jastrzębia”, który w lutym 1946 r. został mianowany dowódcą jednego z patroli. „Zagończyk” wpadł w łapy bezpieki 10 lipca 1946 r. w Sopocie, w założonym przez UB „kotle” w jednym z punktów kontaktowych i został później stracony wraz z „Inką” w więzieniu gdańskim 28 sierpnia 1946 r. „Jastrząb” po aresztowaniu dwóch członków jego patrolu dołączył do Brygady z trzecim żołnierzem na początku maja 1946 r.

Fot. Ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny"

Odtworzona 5 Brygada została podzielona na dwa szwadrony, oznaczone numery 4 i 5. Szwadronem 4 dowodził wachm. „Lufa”, a w jego składzie znaleźli się: wachm. Leon Smoleński „Zeus” (z-ca dowódcy szwadronu), sierż. Józef Bandzo „Jastrząb” (dowódca I drużyny), sierż. N.N. „Wigo” (dowódca II drużyny), plut. Piotr Giwer „Listek”, plut. Sykstus Huszcza „Sykstus”, kpr. N.N. „Wawel”, st. szer. Wacław Halicki „Zięba”, wachm. Mieczysław Abramowicz „Miecio”, wachm. Jerzy Lejkowski „Szpagat”, szer. Zbigniew Rodak „Janek”, kpr. Alfons Pamiesko(?) „Echo”, plut. Tadeusz Urbanowicz „Moskito” oraz prawdopodobnie plut. Władysław Wasilewski „Bej”. Przy 4 szwadronie przebywał także mjr „Łupaszka” wraz ze swym adiutantem por. Jerzym Jezierskim „Stefanem” oraz Lidia Lwow „Lala”. Dowódcą 5 szwadronu został ppor. cz. w. Zdzisław Badocha „Żelazny”. Urodzony w 1925 r. w Dąbrowie Górniczej. Jego ojciec był oficerem Korpusu Ochrony Pogranicza i został przeniesiony do Święcian, tam też Zdzisław spędził dzieciństwo. W czerwcu 1942 r. wstąpił do Armii Krajowej, a od maja 1944 r. był związany z 5 Brygadą Wileńską. Po jej rozwiązaniu latem 1944 r. został przymusowo wcielony do „ludowego” Wojska Polskiego. W październiku zdezerterował i dołączył do kadrowego oddziału mjr. „Łupaszki”, dowodząc plutonem w 4 szwadronie por. Mariana Plucińskiego „Mścisława” w okresie działania Brygady na Białostocczyźnie latem 1945 r. Jego zdolności dowódcze, brawura i wyszkolenie spowodowały, że wziął udział działaniach Brygady na Pomorzu. Tam zasłynął wykonaniem rajdu przez dwa powiaty, o czym będzie jeszcze mowa. W skład 5 szwadronu weszli: kpr. Marian Jankowski „Marek” (dowódca I drużyny), kpr. Bogdan Obuchowski „Zbyszek” (z-ca dowódcy drużyny), Jan Hap „Sztywny”, Waldemar Zawadzki „Ponury”, kpr. Henryk Wojczyński „Mercedes”. Henryk Ejsmont „Kartusz” oraz nieznany z imienia Wolrzrewer(?) o pseudonimie „Ford”. Drugą drużyną dowodził kpr. Henryk Urbanowicz „Zabawa”, jego zastępcą był kpr. Henryk Kazimierczak „Czajka”. Resztę składu uzupełniali Mieczysław Filipowicz „Gryf”, Edward Hajduk „Mewa”, Konstanty Artuch vel Arciuch „Kędzierzawy” i Danuta Siedzikówna „Inka” w roli sanitariuszki. Dużym utrudnieniem w działaniu żołnierzy Brygady był brak siatki konspiracyjnej, dostarczającej danych wywiadowczych o ruchach przeciwnika oraz zapewniającej prowiant i kwatery. Problem wyżywienia rozwiązano częściowo poprzez akcje na pociągi wiozące paczki UNRRA. Jedna z takich akcji miała miejsce na stacji PKP Zarośle 18 kwietnia 1946 r. Po zatrzymaniu pociągu żołnierze „Łupaszki” przejęli ok. 200 paczek z żywnością, które częściowo rozdali miejscowej ludności, zdobywając sobie takim posunięciem jej przychylność. Starano się także płacić gospodarzom za żywność, korzystając z funduszy gromadzonych podczas wcześniejszych akcji ekspropriacyjnych. Na życzliwy stosunek ludności do żołnierzy 5 Brygady miał wpływ fakt ich poprawnego zachowania się. Dyscyplina wojskowa, jednolite umundurowanie, elementy religijne na mundurach w postaci ryngrafów z Matką Boską Ostrobramską wpływały na pozytywne postrzeganie oddziału przez Kociewiaków i Kaszubów. Bez przychylności miejscowych partyzantka niepodległościowa, która przypomnijmy nie miała zaplecza w postaci siatki konspiracyjnej, nie zdołałaby tak długo przetrwać w terenie. Problemem było także zaopatrzenie w broń. Rozwiązano go poprzez rozbrajanie posterunków MO i SOK. Uzbrojenie stanowiły karabinki szturmowe MP-43, rosyjskie PPSz i PPS oraz erkaemy (po 2-3 na drużynę). Zadania postawione przed 5 Brygadą były takie same jak na Białostocczyźnie rok wcześniej: ochrona ludności przed represjami komunistycznego aparatu przemocy, atakowanie komunistycznej administracji, rozbijanie posterunków MO, likwidacja funkcjonariuszy UB i NKWD oraz ich konfidentów spośród ludności. Nadgorliwych w swym służalstwie wobec Sowietów członków PPR również likwidowano, zaś tym mniej groźnym wymierzano karę chłosty.

Fot. Ppor. Feliks Selmanowicz "Zagończyk",  fotografia wykonana przez UB po aresztowaniu

Po kilku tygodniach siły mjr. „Łupaszki” zostały nieznacznie wzmocnione przez konspiratorów z Bojowego Oddziału Armii, struktury stworzonej przez ludzi z Wołkowyska, którzy osiedlili się w Bobolicach na Pomorzu i nawiązali kontakty z konspiracją wileńską. Po około 2 tygodniach działalności Brygada osiągnęła stan plutonu, licząc ok. 30 ludzi. Nowością w akcjach Brygady były te o charakterze propagandowym, polegające na demonstrowaniu obecności i siły podziemia niepodległościowego. Do nich należały m.in. zatrzymywanie pociągów na stacjach położonych w Borach Tucholskich i sprawdzanie dokumentów pasażerów. Ujawnionych w ten sposób członków UB likwidowano na miejscu, podobnie jak żołnierzy Armii Czerwonej i NKWD. Operacje 5 Brygady Wileńskiej wkrótce ściągnęły na siebie uwagę bezpieki, która podjęłą kontrakcję. Do powiatów starogardzkiego i tczewskiego ściągnięto 55 pp „ludowego” WP, w rejon Kościerzyny zaś 60 pp. Powiat tucholski był rejonem operowania wydzielonej grupy z 2 samodzielnego batalionu operacyjnego KBW. Siły komunistyczne wpadły w popłoch, spotęgowany niezwykła ruchliwością szwadronów, która niejako „pomnażała” liczebność partyzantów. Nasycenie terenu jednostkami komunistycznych sił bezpieczeństwa nie spowodowało likwidacji 5 Brygady w krótkim czasie. Grupy operacyjne UB i MO trafiały najczęściej w próżnię, właśnie ze względu na szybkie przerzucanie się szwadronów z miejsca na miejsce przy pomocy zarekwirowanych samochodów. Dodatkowo żołnierze mjr. „Łupaszki” byli ostrzelanymi i świetnie wyszkolonymi partyzantami, mającym za sobą długi staż. Szybki manewr zaskakiwał bezpiekę i nie pozwalał rozbić oddziałów niepodległościowych w walce. Działania szwadronów charakteryzowała niezwykła brawura. Przykładem takiej postawy jest rajd szwadronu ppor. „Żelaznego” z dnia 19 maja 1946 r., który prowadził przez tereny powiatów starogardzkiego i kościerskiego. Rajd był wynikiem decyzji mjr. „Łupaszki” o zaostrzeniu działań. 19 maja 1946 r. rano szwadron ppor. „Żelaznego” zorganizował zasadzkę w pobliżu miejscowości Piece na drodze Tuchola-Starogard. Około godz. 8 zatrzymano ciężarówkę marki Bedford, należącą do Zjednoczenia Przedsiębiorstw Portowych w Gdyni, którą podróżowało 9 pracowników, będących na wyjeździe służbowym. Po zatrzymaniu samochodu wylegitymowano pasażerów, pytając o przynależność do PPR i posiadaną broń. Po zakończonej rewizji pasażerów pozostawiono przy drodze, a szwadron „Żelaznego” ruszył w kierunku Kalisk, gdzie ok. godz. 11 rozbrojono pierwszy posterunek MO. „Żelazny” na pytanie wartownika kim jest przybyła grupa odpowiedział, iż są grupą pościgową z UB z Bydgoszczy. Zajęcie posterunku odbyło się bez oporu ze strony milicjantów, których rozbrojono, nie czyniąc im żadnej krzywdy. Pozyskano 2 pm, ponad 1300 szt. amunicji, 3 ładownice, bagnet i apteczkę z lekarstwami. Zerwano łączność telefoniczną i skierowano się w stronę miejscowości Osieczna, a następnie Osiek. Scenariusz był ten sam – zabranie broni i zerwanie łączności telefonicznej. Nie zapominano o propagandowej stronie rajdu. Izydor Pestka, komendant posterunku MO w Osieku zeznał, iż żołnierze „Łupaszki” „(...) Spalili wszystkie książki oraz gazetki przeznaczone dla Posterunku dla wyszkolenia pod względem Pol.[ityczno]-Wychow[awczym]”, a ponadto „zerwali wszystkie portrety ze ściany i spalili je w piecu”. W Osieku w tym czasie znajdowało się także kino objazdowe z Bydgoszczy, któremu zarekwirowano 12 tysięcy złotych, z Banku Ludowego wzięto zaś 6 tysięcy, a z Zarządu Gminnego 800 złotych, zostawiając wszędzie pokwitowania. Następnym celem było miasteczko Skórcz. Rozito posterunek MO według znanego już schematu. Nie zapomniano o zniszczeniu wizerunków komunistycznych dygnitarzy. W meldunkach znów pojawił się zapis o tym, że „pozrywano portrety Marszałka Żymierskiego i napisy o przyjaźni polsko-radzieckiej”. Po tym rozpoczęto poszukiwania szefa miejscowej placówki UB. Odnaleziono go we własnym mieszkaniu i, co warte podkreślenia – oszczędzono. Wpływ na to miała postawa ubeka, który oświadczył, że wie jaki los spotka go z ręki żołnierzy „Łupaszki”, ale nie będzie błagał o życie. Taka postawa, niezwykle rzadka wśród funkcjonariuszy bezpieki, zaimponowała „Żelaznemu”. Rozpytano miejscowych o opinię o nim, która potwierdziła brak negatywnych ocen. Darowano mu życie, zabierając mu tylko broń (MP-43 i dwa pistolety). Wkrótce sierż. Kisiel, bo tak nazywał się ów ubek, został aresztowany przez swoich kolegów z resortu i oskarżony o współpracę z 5 Brygadą. Ze Skórcza szwadron „Żelaznego” udał się do Lubichowa i Zblewa, gdzie rozbito kolejne posterunki MO. W Lubichowie rozbito spółdzielnię „Samopomoc Chłopska”, z której pozwolono ludności zabrać towary. Około godz. 20 oddział dotarł do Starej Kiszewy. Rozbito posterunek MO i rozpoczęto poszukiwanie pracowników UB. W miasteczku odbywało się właśnie przedstawienie w budynku urzędu gminy. Wkroczył tam patrol pod dowództwem kpr. Henryka Urbanowicza „Zabawy”, który przedstawił się jako funkcjonariusz UB z Gdańska, uczestniczący w pościgu za „bandą Łupaszki” i polecił znajdującym się na sali przedstawicielom resortu bezpieczeństwa udanie się za nim do dowódcy rzekomej grupy operacyjnej. Zgłosiło się kilku, których wyprowadzono na zewnątrz. „Zabawa” następnie wyjaśnił pozostałym mieszkańcom kim faktycznie są żołnierze przybyli do Starej Kiszewy i że poszukują tylko członków UB i PPR. W międzyczasie do Starej Kiszewy przyjechało auto z pracownikiem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kościerzynie i sowieckim „doradcą” tegoż urzędu, mjr. NKWD Piotrem Szyniedzinem. Dołączono ich do zatrzymanych już funkcjonariuszy i po przesłuchaniu rozstrzelano przy drodze do Pałubina. Wynikiem jednodniowego rajdu było rozbicie 7 posterunków MO, 2 placówek UB, kilku spółdzielni oraz zerwana łączność w dwóch powiatach. Zdobyto, według najniższych szacunków, około 13 pm, 3 pistolety, 10 granatów, 5,5 tys. sztuk amunicji oraz ok. 70 tys. złotych. Efekt propagandowy był równie cenny jak pozyskana broń. O akcji mówiło radio BBC, zaś komuniści byli przekonani, że oddziały mjr. „Łupaszki” liczą setki, jeśli nie tysiące ludzi. Tymczasem tego wszystkiego dokonał oddział liczący 15 żołnierzy. Po rajdzie szwadron odskoczył daleko na północny zachód, w okolice Koszalina.

Schyłek działań partyzanckich 5 Brygady na Pomorzu

W okresie wiosenno-letnim 1946 r. nadal prowadzono akcje dywersyjne, rozbijające administrację komunistyczną, toczono potyczki z grupami operacyjnymi UB i MO (m.in. 25 maja 1946 r. w Podjazdach). Na początku czerwca 1946 r. odbyła się kolejna koncentracja żołnierzy Brygady w majątku Jodłówka koło Sztumu. Utworzono nowy szwadron, oznaczony numerem 3, dowodzony przez wachm. Leona Smoleńskiego „Zeusa”. Działania szwadronów objęły także wschodni brzeg Wisły, Powiśle, Warmię i Mazury. Ppor. „Żelazny” został ranny w jednej z potyczek, pod Tulicami 10 czerwca 1946 r., w której rozbito kolejną grupę operacyjną UB. Korzystając z konspiracyjnych kontaktów umieszczono rannego „Żelaznego” w majątku Czernin koło Sztumu. Tam 28 czerwca 1946 r. natrafiła na niego grupa operacyjna, która posiadała informacje o kryjówkach 5 Brygady od aresztowanej łączniczki - Reginy Żylińskiej-Mordas. Podjęła ona współpracę z UB, czego efektem była m.in. śmierć Danuty Siedzikówny „Inki” i ppor. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”, straconych w gdańskim więzieniu 28 sierpnia 1946 r. Śmierć ppor. „Żelaznego” była niejako przypadkowa, gdyż UB pojawiło się w majątku w związku z inną sprawą. Wywiązała się walka, podczas której „Żelazny” poległ trafiony odłamkiem granatu. Była to wielka strata dla 5 Brygady Wileńskiej. Poległ niezwykle odważny i doskonale wyszkolony w partyzanckim rzemiośle żołnierz. Cieszył się pełnym zaufaniem mjr. „Łupaszki”, który wnioskował o nadanie mu Krzyża VM V klasy, pisząc w uzasadnieniu, że ppor. „Żelazny” to żołnierz „Bardzo odważny, dzielny, pełen inicjatywy, wykazał wielką odwagę osobistą”.

Fot. Żołnierze 5 szwadronu w Borach Tucholskich

Następcą „Żelaznego” na stanowisku dowódcy szwadronu został sierż. Olgierd Christa „Leszek”. 20 lipca 1946 r. stoczył potyczkę z obławą KBW w okolicy stacji PKP Lipowa Tucholska, gdzie szwadron oczekiwał na powrót „Inki” z Gdańska, nie wiedząc o jej aresztowaniu przez bezpiekę. Obława została rozbita, lecz „Leszek” został ranny. 4 szwadron „Lufy” i 3 szwadron „Zeusa” prowadziły działania na Powiślu, Warmii oraz lewym brzegu Wisły, manewrując i unikając kolejnych obław komunistycznych sił bezpieczeństwa, których liczebność przebijała siły 5 Brygady co najmniej 20-krotnie w niektórych momentach. Intensyfikacja działań bezpieki była spowodowana najpierw zbliżającym się referendum (30 czerwca 1946 r.) oraz irytacją spowodowaną nieuchwytnością szwadronów 5 Brygady. Werbowano agenturę – tylko w powiatach chojnickim i tucholskim liczba konfidentów sięgała 90. Zorganizowano nawet specjalny oddział pozorujący partyzantkę niepodległościową. 19 lipca 1946 r. kpt. KBW Bolesław Szwejgiert w piśmie do zwierzchników proponował by „stworzyć międzywojewódzką grupę manewrową, celem stałego prześladowania bandy. Grupę należy zaopatrzyć w środki motoryzacji. Sposób działania grupy – kontr-partyzantka”. Pomysł podchwycono i już od 7 sierpnia 1946 r. z polecenia naczelnika Wydziału III WUBP w Bydgoszczy mjr. Pietraszkiewicza zaczęła działać grupa operacyjna udająca oddział partyzancki pod dowództwem ppor. Wróblewskiego, który posługiwał się pseudonimem „Wilk”. Starała się ona zasięgnąć informacji o ruchach 5 Brygady, jednakże „bezpieczniacki” styl bycia, sposób wysławiania się oraz choćby brak ryngrafów na mundurach wzbudzał nieufność miejscowej ludności. Grupa zdołała tylko dowiedzieć się o wrogich nastrojach społeczeństwa wobec ustroju komunistycznego i 12 sierpnia powróciła do Tucholi. Stały nacisk bezpieki, oddalająca się perspektywa globalnego konfliktu świata zachodniego z Sowietami powodowały „wypalanie się” partyzantów mjr. „Łupaszki”. On sam udał się na Białostocczyznę z 4 szwadronem „Lufy”. W drugiej połowie listopada 1946 r. pozostałe w Borach Tucholskich 3 i 5 szwadron zostały zdemobilizowane, kończąc tym samym pomorski okres działalności 5 Brygady Wileńskiej. Wykonała ona 230 akcji (tylko 3 i 5 szwadron w okresie od sierpnia do listopada wykonały 55 akcji dywersyjnych), likwidując na terenie tylko województwa gdańskiego 39 osób – 18 funkcjonariuszy UB i konfidentów. Do tej liczby dochodzą żołnierze i milicjanci polegli w potyczkach ze szwadronami 5 Brygady. Kres konspiracji eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego położyła dopiero akcja o kryptonimie „X”, przeprowadzona przez MBP w całej Polsce i wymierzona w ludzi pochodzących z Wileńszczyzny. Akcja rozpoczęła się w czerwcu 1948 r. - 23 tego miesiąca we Wrocławiu w łapy bezpieki wpadł ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, komendant Okręgu Wileńskiego, zaś 5 dni później w Osielcu niedaleko Zakopanego aresztowany został ukrywający się mjr. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”. W spreparowanym procesie zostali skazani na karę śmierci i zamordowani 8 lutego 1951 r. w więzieniu mokotowskim. Oprócz nich wielu innych działaczy związanych z konspiracją wileńską zostało skazanych na kary śmierci i długoletnie wyroki pozbawienia wolności. Ci, którzy przeżyli byli inwigilowani do końca panowania ustroju systemu komunistycznego w Polsce.  

Daniel Sieczkowski

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas